Blog: wspomnienia i bieżący czas - Elten Network

Zalogowany jako: gość

wspomnienia i bieżący czas

Blog użytkownika: helenkagd
Wróć do listy blogówKategorie

Wielka niewiadoma.

1 z 3

Następna

12 Pogodniejszy czas.

Komentarze: 8

...
2018-11-13 10:00:55

Książki część trzecia co niesie życie 1 Dlatego, że nie widzę?

Komentarze: 22

...
2018-10-31 19:56:22

30 Przebrała się miarka.

Komentarze: 11

To był dzień Wszystkich Świętych. Mama poszła na cmentarz do grobu znajomego, którym się opiekowała po wyjeździe za granice jego żony, a ja zostałam w domu, bo byłam przeziębiona. Miałam nawet wysoką gorączkę, a było mi przy tym tak zimno, że postanowiłam się ogrzać termoforem. Zwlokłam się z tapczanu, by zagotować wodę, a tu jak na złość ani kropli w wiaderku, ani kropli w czajniku. No i co z tego, że pod blachą palił się ogień? Mama na wszelki wypadek, żeby nie wygasł, podłożyła brykiet, czy może brykietę, bo nie wiem, jak to się odmienia. Nie weszłam z powrotem pod kołdrę, ale się ubrałam i postanowiłam iść na żebry wodne. Pukam do jednych drzwi, nic. Pukam do drugich, też nic. Pukam do kolejnych jeszcze kilku i co? Głucha cisza. Dopiero teraz skojarzyłam, że pewnie wszyscy są na cmentarzu, więc rozgoryczona i drżąca z gorączki wróciłam do domu. Jednak zamiast się rozebrać i w cieple tapczanu spróbować znaleźć bezpieczeństwo, usiadłam do mojej Eriki, czyli maszyny do pisania i taki oto powstał żałosny zapis:
...
2018-10-30 19:21:53

29 Matrymonialna przygoda.

Komentarze: 19

Jakoś tak już w połowie lat SZEŚĆDZIESIĄTYCH PRZEPROWADZIŁYŚMY SIĘ Z MAMĄ DO NOWEGO MIESZKANIA. Plac Kaszubski 1 mieszkania 3 b. Było to jedno pomieszczenie przedzielone płytą pilśniową tak, że w efekcie stanowiło dwa. Jedno mniejsze, czyli kuchnia i większe z balkonem, pokój z dwoma tapczanami, stołem, czterema wyściełanimi krzesełkami, dwudrzwiową szafą i niedużą komódką, na której stał radioadapter pod nazwą "Poemat". W kuchennym pomieszczeniu też był mały tapczanik, czy może raczej leżanka, mały stolik, przy którym na co dzień jadłyśmy posiłki, kredens z naczyniami i produktami spożywczymi, ławeczka, na której stało wiadro z czystą wodą, a pod ławeczką takie samo wiadro na zlewki. Dlaczego te wiadra? Ano mieszkanie nie posiadało instalacji wodnej ani kanalizacyjnej, bo zostało tak podzielone, że z jednego zrobiono trzy, więc w naszym było najskromniej. Ławeczka stała przy glinianym piecu, który ktoś wybudował doraźnie kto mieszkał przed nami. Tak więc był piec na węgiel, na którym można było gotować i tak zwana duchówka, gdzie piekło się mięso czy ciasto. Wodę z początku brałyśmy od głównej lokatorki, ale z jakiegoś powodu od pewnego czasu przestała nam tę wodę udostępniać, a i z ubikacji nie pozwoliła korzystać zamykając dzrzwi przejściowe pomiędzy naszymi mieszkaniami i zastawiając je szafą. Radziłyśmy sobie, jak się dało. Kąpałyśmy się w szpitalu, a na bieżące potrzeby wodne korzystałyśmy z dobroci innych mieszkańców kamienicy. Któregoś dnia przyszedł do mnie list tej mniej więcej treści: "Szanowna i droga panienko, wiem, że nie widzisz, ale to dla mnie żadna przeszkoda, bo ja mam trudności z chodzeniem, więc się na pewno dogadamy i dobrze nam będzie. Kończę pobyt w sanatorium. Będę wracał przez Gdynię, więc chętnie panienkę odwiedzę, żeby się bliżej poznać. Nauczyłem się brajla specjalnie dla panienki, żeby nikt nie musiał pośredniczyć w naszej korespondencji. Adres mam od mojej kuzynki, która mówi, że z panienki to prawdziwy anioł, więc się cieszę, że jesteśmy dla siebie przeznaczeni. Całuję rączki i do zobaczenia w najbliższy piątek. Bardzo zainteresowany panienką Felisek".
...
2018-10-30 14:17:11

28 imieniny mamy.

Komentarze: 8

Od czasu, kiedy zostałam sama i taka bezradna w sprawach kulinarnych minął prawie rok. W tym czasie starałam się dowiadywać z różnych źródeł o tym, jak się gotuje, piecze, przyrządza sałatki i robi to wszystko, co powinna umieć każda kobieta w razie potrzeby. Porozmawiałam z mamą i poprosiłam, by mi podyktowała troche takich przepisów, które kiedyś mogą mi się przydać, bo o tym, by wchodzić jej teraz w parade pod tym względem na razie dalej nie ma mowy. Umówiłam się jednak z pielęgniarką z mojego oddziału, że w tajemnicy przed mamą upieczemy tort. Powiedziała mi co i jak no i się zaczeło. Kiedy rozbijałam jajka, nie umiałam rozdzielić białka od żółtka, nie radziłam sobie w żaden sposób z porcjowaniem składników, a już najgorsze było to, że nie udał mi się biszkopt. Poszłam więc do sklepu, kupiłam gotowy i teraz tylko trzeba go było pokroić na tak zwane krążki i pomiędzy nie naładować kilka różnych kremów. Na wierzchu miał być kwiatek, no i napis: "
...
2018-10-27 23:00:52

27 Wiedziałam, co powiedzieć.

Komentarze: 13

Byłam wczoraj u Małgosi. Potrzymałam ją trochę na rękach, a ona bawiła się moimi warkoczami i jak ściągnęła gumkę, zaśmiewała się tak serdecznie, że nie miałam sumienia gniewać się na nią i tylko raz po raz te gumki zakładałam na warkocze, a ona była z tej zabawy tak szczęśliwa, że ani grzechotka ani miś nie miały żadnego znaczenia. W końcu jednak znudziła się nową zabawą i przytuliła się do mnie, co znaczyło, że zaraz będzie spała.
Zrobiła się taka bezwolna i ciężka, że aż się zdziwiłam, jak to możliwe, żeby takie małe dziecko tak mocno mogło ciążyć. Jednak trzymałam ją w objęciach i myślałam: "Nigdy mi jej nie dadzą, ale kochać nie mogą zabronić, więc choćby nie wiem co, będzie jednak w jakimś sensie moja. Nagle do pokoju weszła jakaś kobieta i zdenerwowanym głosem zapytała, co ja tu robię i dlaczego trzymam jej dziecko na rękach?
...
2018-10-23 19:25:05

26 Jak tu żyć z takim obciążeniem?

Komentarze: 26

...
2018-10-20 20:06:08

25 Pani Zosia Wojnowska.

Komentarze: 4

...
2018-10-15 13:12:42

24 Może się trzeba porządnie wypłakać?

Komentarze: 4

...
2018-10-14 12:04:15

23 To nie była żadna tajemnica.

Komentarze: 6

Dostałam do masażu całkiem młodego pacjenta. Trzeba było mu poprawić krążenie w kończynach dolnych, a ściślej mówiąc w kończynie, która mu jeszcze została, bo drugą mu już odjęto z powodu niedrożności naczyń krwionośnych. Ażeby rozgrzać mu tę jedyną nogę, potrzeba było dużo czasu, więc chociaż w szkole masażu mówiono nam, że w czasie zabiegów nie rozmawiamy z pacjentami, nigdy się do tego nie zastosuję, bo jeśli pacjent potrzebuje rozmowy, to trzeba mu to udostępnić, a pan P wyraźnie tego oczekiwał. Wczoraj, kiedy go masowałam, tak mi się zwierzył:
"Dzisiaj wypisują mnie do domu, bo już nic nie można zrobić, żeby poprawić stan mojego zdrowia. Ponieważ żona od razu na początku mojego chorowania zaczęła mnie zdradzać, w dodatku naszego ośmioletniego synka buntowała przeciwko mnie, dziś, jak tylko wrócę do domu, postanowiłem z tym wszystkim skończyć. Mieszkamy wciąż razem, ale jakby osobno, więc się zemszczę, jak na to zasługują. Podpalę dom, a sam się ;powiesze, bo widzę tylko takie wyjście z sytuacji".
...
2018-10-13 13:07:20

22 Szpitalne zapiski.

Komentarze: 12

...
2018-10-11 15:27:57

21 Majowy wypad do Chorzowa.

Komentarze: 4

Długo czekałam na to zawiadomienie. Myślałam już że odrzucono moją prośbę o psa przewodnika, ale gdy na początku maja dowiedziałam się, że mam jechać na przeszkolenie z psem, który na mnie czeka u prywatnego tresera w Chorzowie, bardzo się ucieszyłam i chociaż mama postanowiła pojechać ze mną, nie protestowałam, bo wiedziałam, że wcześniej czy później przekonam ją o tym, że pies to także dobry przewodnik. Ze szpitala dostałam dwutygodniowy urlop okolicznościowy i zaczęła się nowa przygoda. Do wyboru były trzy psy i teraz chodziło o to, który pierwszy do mnie przyjdzie na wołanie. Nie wiedziałam, jak się wabią, więc tylko wyciągnęłam rękę, bo tak nakazał treser. Oczekiwanie trwało tak długo, że już myślałam: "żaden mnie nie lubi, pewnie pachnę kotem, bo ostatnio zajmowałam się takim, który się do nas przybłąkał, ale na szczęście się okazało, że znalazł się właściciel, bo pies i kot w jednym domu, to jak dla mojej mamy już nie do wytrzymania.". Kiedy zrezygnowana już chciałam cofnąć rękę, jakiś mokry nos dotknął moich palców, a wtedy treser powiedział, że to Diana, owczarek alzacki, suczka półtoraroczna, śliczna, podpalana. Nie wiedziałam, co począć dalej, więc tylko zaczęłam przemawiać do Diany: "No co, polubimy się chyba i będziemy odtąd żyły razem tak długo, jak tylko się da". Wtedy ona polizała mnie w noc, a ja z całej siły przytuliłam ją do siebie. Następnie dostałam uprząż, którą musiałam się nauczyć zakładać na grzbiet Diany. Trochę to trwało, ale stała spokojnie i kiedy się wreszcie z tym uporałam, treser powiedział: "No to naprzód, Diana! "ale ona tak gwałtownie mnie pociągnęła, że wywinęłam koziołka, a treser skarcił ją kolczatką. Druga próba poszła o tyle lepiej, że już się nie dałam przewrócić, ale Diana, to silny pies i tak rwała do przodu, że z trudem za nią nadążałam. Niewesołe przy tym miałam myśli, bo jak ja młoda mam problemy z dotrzymywaniem jej kroku, to co to będzie, gdymama zechcenam towarzyszyć?? Kiedy jednak się okazało, że to ja muszę nadawać rytm chodzenia i wszelkie komendy, wszystko się jakoś ułożyło, i obie pomyślnie zdałyśmy egzamin
...
2018-10-08 15:03:05

20 Bardzo smutny list.

Komentarze: 18

Kiedy Małgosia była już w domu małego dziecka gdzieś tak około dwóch tygodni, pod wycieraczką naszego piwnicznego mieszkania przypadkiem odkryłam list. Zamiatałam korytarz i przesunęłam wycieraczkę i natknęłam się na kopertę. Mamy nie było w domu, więc nie mogłam się dowiedzieć, co zawiera, a nikogo innego nie chciałam wtajemniczać w to, cokolwiek to było. Już dwukrotnie byłam u Małgosi i dwukrotnie nie mogłam się z nią rozstać, tak mi jakoś bardzo przylgnęła do serca. Kiedy ją odwiedzałam, przeważnie spała i nie chciałam jej budzić, ale brałam ją śpiącą na ręce i tuliłam jak małe pisklątko. Pielęgniarka, czy opiekunka mi powiedziała, że dziewczynka nie sprawia żadnych kłopotów. Nawet jak nie śpi, prawie nigdy nie płacze, a je tylko tyle, ile najbardziej trzeba, jednak przybiera na wadze i rośnie, więc wszystko z nią w porządku. Zaniosłam jej grzechotki, smoczki, a także kilka par śpioszków, żeby miała coś własnego. Następnym razem, jak do niej pójdę, to się postaram zaczekać, aż się obudzi i jeśli opiekunka pozwoli, to chciałabym być przy jej kąpaniu.
...
2018-10-07 17:06:56

19 Kto ją porzucił?

Komentarze: 14

...
2018-10-06 17:30:24

18 Wchodzę w dorosłe życie.

Komentarze: 2

Gdynia, 1 sierpień 1957 r.
...
2018-10-05 18:30:41

1 z 3

Następna


Nawigacja


Copyright (©) 2014-2020, Dawid Pieper