Blog: wspomnienia i bieżący czas - Elten Network

Zalogowany jako: gość

wspomnienia i bieżący czas

Blog użytkownika: helenkagd
Wróć do listy blogówKategorie

Wspolmnienia z Lasek

1 z 1

Znalezione całkiem przypadkowo.

Komentarze: 6
Do przygodnego adresata.
Za moich szkolnych czasów mało kto z uczącej się młodzieży korzystał z wyjazdów świątecznych do swoich rodzin. A i ci wychowankowie zakładu, którzy kilka lat temu ukończyli szkołę, chętnie zjeżdżali się do Lasek na świąteczny pobyt. Ponieważ więc i tego roku była nas pokaźna grupa, ktoś wpadł na pomysł, żeby poprosić kierownictwo zakładu o pozwolenie urządzenia wieczoru sylwestrowego. Chłopców było o wiele więcej, więc każda dziewczyna liczyła się niemal na wagę złota. Wiedząc, że nie będę podpierała ściany, zdecydowałam się i ja pójść na ten wieczorek. Dziwnie bałam się tego dnia samotności. Przecież to był ten rok, który definitywnie zamknął dla mnie świat doznań wzrokowych. I o tym właśnie musiałam, chociaż także najbardziej nie chciałam pamiętać.
...
2019-01-22 00:12:50

Pewnego wiosennego dnia...

Komentarze: 11

...
2018-04-15 10:55:13

Grażynka Paprocka

Komentarze: 7
Miałam wieczorny dyżur w przedszkolu. Siostry poszły na modlitwy, więc dziewczętom ze starszych klas powierzano różne sprawy. Chętnie bywałam w przedszkolu, bo widziałam, jak te dzieciaczki potrzebują ciepła i przytulałam je i całowałam, żeby miały trochę normalnej czułości. Od pewnego czasu była w przedszkolu Grażynka, która trafiła do Lasek prosto ze szpitala, gdzie podrzucono ją jako niechciane dziecko. Oprócz tego, że nie widziała, miała sparaliżowane nóżki po przebytej chorobie Hajnego Mediny.
...
2018-04-14 11:41:28

Jak było w Laskach za moich czasów

Komentarze: 18
Było po prostu różnie. Z początku trudno było wytrzymać, ale z biebiem lat przywykłam do tego, że trzeba respektować to, co nakazuje regulamin i coraz łatwiej było mi się do tego przystosować.
W szkole, jak w szkole. Nawet ją lubiłam. Nauczycieli też pod warunkiem, że nie stawiali niesprawiedliwych ocen.
Przeważnie starałam się w pierwszym rzędzie odrabiać lekcje, a potem dopiero zachłannie czytałam książki, chodziłam na sobie tylko znane ścieżki, gdy coś mi szczególnie doskwierało, ale nocami, gdy wszystkie już spały, otwierałam okno w łazience i słuchałam w maju słowika.
Często także czytałam pod kołdrą, ale kiedy się przekonałam, że to mi w ciągu dnia nie służy, zaprzestałam tych praktyk.
...
2018-04-09 13:16:13

Trudno mi w to uwierzyć!

Komentarze: 6

...
2018-04-02 19:04:04

Za spóźnienie na obiad jadłam na schodach.

Komentarze: 14
Ponieważ siostra Julia zachorowała, nie było lekcji śpiewu. Wobec tego poszłam do internatu i jak zawsze, zaszyłam się na schodach pod strychem, żeby w spokoju poczytać.
Nie usłyszałam dzwonka na obiad, więc kiedy się zorientowałam, że w internacie jest cicho, poszłam do jadalni, a tam już w najlepsze trwał posiłek. hciałam uiąść na swoim miejscu, ale siostra Grzymisława zaciągnęła mnie na wewnętrzne schody, które z jadalni prowadziły na boczną klatkę schodową i tam mi przyniosła talerz z zupą.
Oczywiście się zaraz oblałam bo krzywo trzymałam talerz, więc za to też oberwałam, że jestem taka fajtłapa.
Nie wytrzymałam i poszłam na skargę do wychowawczyni, ale ona jeszcze dołożyła mi taką karę, że nie wolno mi się było przez trzy dni odzwać do koleżanek.
...
2018-04-02 18:50:46

Barrdzo smutne Boże Narodzenie.

Komentarze: 18
Ostatni dzień lekcji przed świętami Bożego Narodzenia.
Tylko dwie szczęściary pojechały do domu, bo mieszkają w Warszawie. Reszta zostaje na święta w zakładzie, bo albo nie ma kto przyjechać, albo rodzice są tak biedni, że nie mają pieniędzy na to, by zabrać i odwieść swoje dziecko. Niestety i ja należę do tej grupy, która to Boże Narodzenie nie spędzi z bliskimi.
W zakładzie też jest biednie, bo chociaż przychodzą z różnych krajów jakieś dary, jedzenie na przykład jest mizerne. Zamiast masła jemy margarynę na chlebie, czasem marmoladę, a obiady, to przede wszystkim kasze i jakieś zupy z proszku.
Na kolacje przeważnie ziemniaki z zsiadłym mlekiem, tzw herkulo, czyli płatki owsiane z ziemniakami albo "dziadówka", czyli zupa ze zlewek z całego tygodnia. Czasem w niedzielę na kolację mamy ciasto i kakao. Jest jeszcze taka kasza, która wygląda jak kasza manna, ale ma w sobie pełno goryczy, a nazywa się mamałyga. Jest podobno z kukurydzy. Jeśli któraś ma z domu cukier, to sobie posłodzi i wtedy taką kasze daje się jakoś przełknąć, ale inaczej, nie daj Boże, a zjeść trzeba, bosiostry nie uznają, że czegoś się nie lubi.
...
2018-04-01 17:59:16

Tęsknota nie chce mnie opuścić

Komentarze: 14
Już prawie trzy miesiące mijają, odkąd wysłano mnie do Lasek, a ja w żaden sposób nie mogę pozbyć się tęsknoty za domemNic mnie tu nie cieszy, nic nie interesuje, szkoła mnie nudzi, a z dziewczynami nie mam wspólnego języka.
Internatowe siostry nie są złe, ale ich nie lubię, bo przypisuję im winę za to, że nie mogę być w domu.
Jedynym moim jaśniejszym promyczkiem jest mały piesek, którego dostała jedna z dziewczynek w grupie, bo jest sierotą i siostra Michaela chce jej to jakoś wynagrodzić, ale ona prawie wcale się tym pieskiem nie zajmuje, więc pomyślałam sobie, że to będzie mój powiernik.
Ma swoje miejsce w skrytce pod głównymi schodami. Kiedy w internacie robi się cicho, wymykam sie do niego i czasem razem z nim w tej skrytce przesypiam większość nocy.
...
2018-03-31 17:09:12

1 z 1



Nawigacja


Copyright (©) 2014-2020, Dawid Pieper