Elten Network

ELTEN NETWORK

Zalogowany jako: gość

(Zaloguj się)
Blogi\moozgish

Co mi w mózgu gra.

Z cyklu Co tam u mnie.Wszystkie wpisy
InneCo mi w mózgu gra, czyli o awatarach.Inspiracje.Wpisy bardzo Mishowe.Z cyklu Co tam u mnie.Randomowa pisaninka.Recenzje książek.Fazy, fazunie, fazulki.Zwierzenia Świra.I Had A Dream.

Nawijki z Sekai.

Witajcie!
Na początku chciałabym wyjaśnić rzecz dotyczącą jednego z poprzednich wpisów, miał on być częścią niejakiego 30 day self care challenge, ale chyba jednak nie będzie, bo babka, która to robiła, jakoś pomysłu nie kontynuuje. Jeśli jednak zakontynuuje i będzie tam coś ciekawego, to po prostu wrzucę później, póki co jednak nic nie ma.
Przechodząc jednak do tematu wpisu, w końcu, nareszcie udało nam się chociaż przez chwilę ponawijać z Sekai. Niezbyt długo co prawda, ale jednak. I było fajnie. Z wyjątkiem jednej rzeczy. Mój sen się spełnił. :D Nie mogłyśmy się dogadać. Ale spokojnie, nie ze względów lingwistycznych, a czysto technicznych na szczęście. WhatsApp nam strasznie nawijki opóźniał, strasznie nas to wkurzało, wychodziło bardzo śmiesznie, ale poza tym nawijało się fajnie. Sekai ma serio taki akcent, jak ludzie w BBC, w sensie tym takim ogólnokrajowym, nie tych regionalnych radyjkach, no OK, z trochę takim jeszcze połódniowym akcentem, który też się strasznie łatwo rozumie nawet jak ktoś nie jest świrem od akcentów, bo jest taki bardzo... no taki okrągły. :D Nie wiem, jak to ująć. :D Będziemy sobie musiały poszukać jakiegoś innego sposobu komunikacji, bo WhatsAppem się przeraźliwie rozczarowałam, albo jakiejś innej lokacji. Mamulka twierdzi, że jak jest EU Roaming, to możemy normalnie nawijać, ale nie wiem, czy to załatwi sprawę, chyba po prostu trzeba będzie jakoś w sieci. Sekai stwierdziła, że bardzo dobrze mówię po ingliszu, co mnie ogromnie ucieszyło. TO znaczy, no ja to niby wiem, no ale, mówię, pierwszy raz gadałam z jakimś anglijskim native'em w czasie rzeczywistym. Gwilowi to nagrywałam, posuwałam się nawet do takiego lingwistycznego perfekcjonizmu, że potem to przerabiałam Goldwave'em jak stwierdziłam, że cóś jest źle. :D Mam na myśli takie małe rzeczy naprawdę. Tak, wiem, że to bardzo zabawne. Co mnie ucieszyło najbardziej, to fakt, że poza tymi opóźnieniami, przerwami, zakłóceniami i szumami rozumiałyśmy się bardzo pięknie, to znaczy głównie się cieszę, że ja ją zrozumiałam. Moje zabawy z BBC wszelkich regionów nie poszły na marne. Strasznie, strrrasznie się cieszę, że to tak wyszło i że w ogóle się udało, bo zaczynała mi się już trochę udzielać podejrzliwość mojej Mamuli, że coś jest na rzeczy.
Pisałam też dzisiaj z Gwilem, który niedługo zacznie robić clogi, to walijskie obuwie, o którym Wam pisałam, w wakacje miał przerwę, bo ten facet, który go uczy, wyjechał w bardzo osobliwe rejony, mianowicie do Kazachstanu. Ciekawe, kiedy zrobi te clogi, dla mojego Tatula. :D I czy w ogóle zrobi i czy poważnie z nimi przyjedzie. :D Jakoś wątpię, no ale... różne, dziwniejsze rzeczy się już na świecie zdarzały. W każdym razie, choć z Gwilem pisałam jeszcze krócej, niż gadałam z Sekai, ogromnie mnie to uszczęśliwiło, no bo wiadomo, faza.

2017-09-01 22:26:04
daszekmdn
Do rozmów polecam Tobie team talka bearware.dk to strona producenta. Jest polski serwer, na którym nawet
mam swoje miejsce w administracji. Chętnie pomożemy z konfiguracją oraz NP założeniem kanału prywatnego.
Gdybyś miała jakieś pytania, to pisz na pv. :D
2017-09-02 06:13:20
moozgish
Wiem, wiem o Teamtalku. Też jej go proponowałam, jeszcze zobaczymy, co dalej zrobimy. :)
2017-09-02 11:10:16
jamajka
Oszukujesz! Goldwavem! O nieeee. :d ALe mówiłam, że ją zrozumiesz? Jak ja ich rozumiem słuchając audiobooków
od czasu do czasu, to co dopiero ty! Fajnie, że pogadałyście. Jak dla mnie, to mama ma rację, przecież
teraz można normalnie przez telefon gadać. Pomojając ich cuuuuudoooowny zasięg. :d Albo messenger...
a, ty nie masz messengera. Ale cóż, może kiedyś dożyję momentu, w którym ty! Założysz! Facebooka! xd.
Wtedy, to bym się zdziwiła. Na razie życzę powodzenia w dalszych rozmowach z nią. I musisz mi powtórzyć
stronę, też muszę z kimś tak pogadać.
2017-09-02 17:31:51
moozgish
No wieem, że oszukuję, ale inaczej to bym spać po nocach nie mogła, że coś tam źle powiedziałam. :D Beznadziejny ze mnie przypadek. :D A potem Gwil się dziwi, że jaki to ja mam bardzo brytyjski akcent i w ogóóle. :D Facebooka to ja mam, ale tylko takiego anonimowego, do szpiegowania ludzi, :D tak jak moja Mamulka, rzadko na niego wchodzę, ale jest. A co do Messengera, to zawsze jeszcze ma Olek, więc myślę, że w razie, gdybyśmy serio nie miały jak inaczej, to by mnie wspomógł.
2017-09-02 20:08:50
daszekmdn
Ja np dogaduję się z anglikami, ale muszą do mnie mówić baaaaardzoooo pooowooooliii.
2017-09-04 01:33:39
jamajka
Rzeczywiście, przypadek beznadziejny, ogarnij się, bo on by nawet tych błędów nie dostrzegł! :p
2017-09-04 12:27:41
iwkan
A czy ewentualnie skype nie wchodzi w grę?
2017-09-13 19:59:18
moozgish
Też myślałyśmy o Skype'ie, ale w końcu stanęło na tym, że gadamy przz telefon dzięki Eu-Roamingowi.
2017-09-13 20:57:47

No i lipa. :'(

Tak jest. Lipa do... chwila... lipa do potęgi piątej. Jak Wam pisałam w poprzednim, i nie tylko poprzednim wpisie, miałyśmy sobie pogadać na WhatSappie z Sekai. Moja Mamulka twierdzi, że Sekai się boi, no ale jak ona się boi, to co ja mam powiedzieć :D mi się wydaje, że ktoś nas po prostu nie lubi. Miałam do niej dzwonić od ich piątej PM, czyli od naszej szóstej, ale w poniedziałek nie mogłam, bo byliśmy na Helu i ja już potem nie miałam głowy do gadania po ingliszu, zresztą gadamy i piszemy na WhatsAppie z Mamuli telefonu i ja Mamuli dyktuję fonetycznie, co ma pisać, a Mamula też była już po tym Helu padnięta.
We wtorek dzwoniłam do niej punktualnie o naszej szóstej i nie odebrała, za co potem mnie oczywiście przeprosiła, no OK, się zdarza. W środę dzwoniłam do niej dwa razy, już trochę później, nic... Odpisała mi potem, że skoro tak dziwnie z tym jest, że jej nigdy nie ma przy telefonie, jak ja dzwonię, to żebym zadzwoniła dzisiaj o 08:40-ish PM. 08:40-ish to która? Od 35 do 45? No mi się akurat tak nie udało, bo Mamula akurat zrobiła ciepłą kolację, więc o 08:40-ish ja ją zaczynałam jeść, ale zadzwoniłam do niej o 08:50-ish, no i już nie wypaliło. Jestem ciekawa, czy to rzeczywiście może być tak, jak mówi moja Mamulka, że ona się boi. Nawijać w swoim ojczystym języku? Zresztą pomysł wyszedł od niej z tym WhatsAppem. Może też miała jakiś dziwaczny sen? :D To jest trochę śmieszne, ale w sumie nie bardzo wiem, o co chodzi.
Kurczę, pierwszy wywnętrzający się wpis. :D No dobra, we wpisie o Gwilu jeszcze się trochę wywnętrzałam, ale to był raczej wpis bardzo pozytywny, zreguły takie rzeczy to ja piszę w pamiętniku, a nie po sieci WEB, no ale... tak wyszło jakoś.
2017-08-31 22:42:57
Celtic1002
Współczuję. Ale może kiedyś w końcu się Wam uda. :)
2017-09-01 10:33:44
hazel96
Hmm, nie wydaje mi się, żeby bała się mówić w swoim ojczystym języku - nie widzę żadnych powodów ku temu.
Myślę jednak, że się zgadacie.
2017-09-01 10:52:50
Monia01
Zgadzam się zHazel.
2017-09-01 12:39:51
jamajka
Ona się może bać rozmowy jako takiej, a nie języka, bo niektórzy tak mają z rozmawianiem przez internet.
Może jakiś inny komunikator? Albo po prostu teraz spróbujcie tak, że to ona zadzwoni, zobaczymy, czy
ty odbierzesz.
2017-09-01 13:35:47
hazel96
Oo, Jamajko, dobra myśl.
2017-09-01 13:43:38
moozgish
Fajnie, że w takim euforycznym nastroju jesteś i że miło spędzisz czas. :) A co do tych rzeczy, które sprawiają Ci radość, to myślę, że normalną rzeczą jest, że często ludziom radość sprawiają te same lub podobne rzeczy, więc chyba normalne, że to się powtarza, fajnie, że o tym napisałaś. :)

2017-09-01 13:51:11
moozgish
Yyy sorry, to nie miało być to i nie tu. :D Miałam napisać, że tak, dzisiaj właśnie Sekai będzie dzwoniła do mnie, i że też mi się jakoś nie wydaje, żeby to było możliwe, że ona się boi czegoś, no chyba, że po prostu nawijki. No zobaczymy, jak dzisiaj wyjdzie.
2017-09-01 17:01:40

Sobotnie miłe rzeczy.

Sobotę spędziłam bardzo miło.
W piątek wieczorem się zadeklarowałam, że potowarzyszę mojemu biednemu, wiecznie samotnie podrużującemu ojcu w podróży, służbowej rzecz jasna, do Koszalina. Wprawdzie istnieje reguła, że kierowcy cystern przewożących paliwo nie powinni przewozić pasażerów, co ciekawe jeszcze nie tak dawno w ogóle jej nie było, a my sobie normalnie z Tatulem jeździliśmy i nikt od żadnego nagłego wybuchu życia nie stracił, tylko na dłuższych trasach się czepiała kierowców na przykład policja, chyba raczej dlatego, że nie wszystkie tego typu pojazdy były przystosowane do przewożenia pasażerów, na przykład całą drogę jechało się na łóżku, czasem właśnie podczas takich dłuższych tras Tatul zabierał mnie ze szkoły, bo nie było innych możliwości, a ja miałam wtedy przygodę życia, natomiast potem jak była gdzieś w pobliżu policja musiałam się chować pod kocami. :D Teraz jednak jeśli już jeździmy gdzieś z Tatulem, to tylko na krótsze trasy, Koszalin to i tak było stosunkowo daleko. Wstaliśmy więc w sobotę koło czwartej, bardzo miło spędziliśmy podróż, pomijając fakt, że w Koszalinie, tam gdzie Tatul się rozładowywał, były jakieś chamskie ludzie, wskutek ich opieszałości zmarnowaliśmy całą godzinę, ale i tak w domu byliśmy koło dwunastej.
Potem z Zofijką jadłyśmy muffinki malinowe i grałyśmy w różne gry, aha, mówiłam Wam w ogóle, że Zofijka ma już stabilizator? Powiedzieli jej, że noga już nie jest złamana, chyba za tydzień jedzie do kontroli, jednak jeszcze ją boli to kolano i musi chodzić o kulach.
Popołudnie spędziłam bardzo miło, ucząc się walijskiego, słuchając walijskiej muzy, pisząc z walijskimi ludźmi. I z innymi ludźmi także.
Poza tym strasznie dużo czasu spędziłam w blogosferze, aaa... no i bym prawie zapomniała, dostałam ogromnie dużo książek z Audible od mojej koleżanki z Irlandii, też niewidomej, wreszcie się na pewno zmotywuję, żeby jeszcze więcej czytać po ingliszu, zwłaszcza, że większość tych książek dotyczy tematu, na jaki, jak już Wam kiedyś pisałam, obecnie mam sporego fisia i lubię go zgłębiać, mianowicie wszelkich zaburzeń dysocjacyjnych i spraw pokrewnych, a cała reszta również dotyczy psychologii, są tam też książki Casey Watson i Cathy Glass, z których tak niewiele jest przetłumaczonych na polski, a jeszcze mniej udało mi się znaleźć gdziekolwiek w sieci. Także po prostu świetnie.
Czytałam też w sobotę bardzo fajną książkę, "Ja Wiktoria" Cynthii Harrod-Eagles. Jako, że interesuję się Wielką Brytanią, jej historią, fascynują mnie też biografie słynnych kobiet i po prostu lubię królową Wiktorię, wiele przyjemności mi ta lektura sprawiła, mam jeszcze na podorędziu jedną książkę na jej temat, Rolanda jakiegoś tam, nie pamiętam w tej chwili, ale na razie nie będę jej zaczynać.
No i to chyba tyle.

2017-08-14 14:33:47
pajper
Cieszę się, że miły dzień spędziłaś. :)
O stabilizatorze pisałaś.
Z cysterną z paliwem nie jechałem, natomiast kiedy byłem mały, tata dowoził do hurtowni towar ciężarówką.
To też było przeżycie z nim jeździć. :)
A z bliższej przeszłości, niezapomniana przygoda z dnia 2 października 2016.
Wieźliśmy wtedy przez pół Polski rakietę na poligon.
Nie byłoby w tym nic niezwykłego, zdarza nam się jechać z rakietą, gdyby nie to, że w samochodzie było pięć osób, a silniki, ustatecznienie, paliwo i inne systemy powciskaliśmy gdzie się dało.
Przez całą drogę modliłem się, by nikt niczego nie kopnął. :D
I by policja nas nie zatrzymała, bo oczywiście wszelkie zgody mieliśmy, ale nie miałem pojęcia, jak im wyjaśnię to, jak wyglądało u nas w samochodzie. :)
2017-08-14 14:38:43
hazel96
Oo, a dałabyś tę książkę o królowej Wiktorii? O ile masz ją w jakiejś elektronicznej formie.
No i jak poznałaś tę niewidomą koleżankę?
2017-08-14 14:45:11
moozgish
O Boooże, ależ musiałeś mieć adrenalinę. :D Całe szczęście, że nic się nikomu ani niczemu nie stało.
2017-08-14 14:51:23
moozgish
OK, mam ją w PDF-ie, to Ci rzucę. A tę koleżankę poznałam przez jej bloga.
2017-08-14 14:53:31
pajper
Ale, nie ukrywam, ciekaw jestem nagłówków w gazetach, gdyby coś się stało.
Fakt, nie przeczytałbym ich, bo nikt nie przeżyłby startu rakiety z tak bliska.
I oczywiście nie zrobiłbym czegoś takiego, spokojnie.
Ale i tak jestem strasznie ciekaw...
Rakieta wystrzeliła z samochodu osobowego na autostradzie A1. :D
2017-08-14 15:24:22
moozgish
Hahahaha, rzeczywiście. :D Sensacja roku by była. Ludzie by sobie chyba pomyśleli, że dziennikarze sobie jakieś jajca robią.
2017-08-14 15:30:18
pajper
- Admirale Bolden, na orbitę wszedł nowy obiekt. - głos oficera przestrzeni wybudził Paula Boldena z zamyślenia.
- Nie mamy go w wykazie lotów? - Zapytał. Co prawda jego ludzie znali protokoły, raz na jakiś czas zdarzało się jednak, że ktoś pod wpływem adrenaliny zapominał o sprawdzeniu podstawowych danych.
- Nie, sir. Żadnej rezerwacji. To z pewnością jednak rakieta.
- Rakieta? - Zdziwienie Boldena stawało się coraz większe. - Wiecie, skąd ją wystrzelono?
- Tak, sir... Ze środka polskiej autostrady, sir. Mamy to nagrane przez satelitę Columbus.
- Jak to ze środka autostrady? Wybudowali tam kosmodrom?
- Nie, sir. Z samochodu wystrzeliła, przez maskę.
:D
2017-08-14 15:34:59
moozgish
Hahahahahaa, zjawiskowe by to było. :D
2017-08-14 15:43:00
Celtic1002
Bardzo, bardzo się cieszę, że tak miło dzień spędziłaś.
2017-08-15 16:48:08

Wczorajsze miłe rzeczy.

Witajcie!
Wczoraj spotkało mnie dość dużo miłych rzeczy.
Pierwszą miłą rzeczą było to, że wreszcie się wyspałam. Niestety znowu miałam jakieś przedziwne koszmary, ja nie wiem, skąd mój mózg to bierze, ale ale mimo to się wyspałam, bo ostatnio jakoś mi to nie wychodziło i już tak trochę łaziłam jak Zombie.
Zofijce zdjęli gips. Na pogotowiu mówili, że będzie sześć tygodni, ale pojechały wczoraj z Mamulką na chirurgię i tam jej zdjęli, żeby zrobić prześwietlenie i okazało się, że nie będzie już potrzebny, założyli jej stabilizator, czy też raczej, jak twierdzi Zofijka, stalibizator, którego ma nie zdejmować w ogóle i musi cały czas chodzić o kulach, żeby tej nogi nie przeciążać, zwłaszcza, że jeszcze ją to kolano boli.
Wczoraj były urodziny Cornelisa Vreeswijka, obiektu mojej trzeciej fazy, któremu wczoraj poświęciłam wpis. Sam fakt, że były wczoraj jego urodziny, jest dla mnie miłą rzeczą, przy okazji też w szwedzkim radiu zrobili reportaż o Vreeswijku, którego pierwszej części wczoraj słuchałam i jak już pisałam aż się rozkleiłam, natomiast na stronie Dagens Nyheter pojawił się quiz o Vreeswijku, który ja postanowiłam zrobić i, o czym również pisałam, nie znałam odpowiedzi tylko na jedno pytanie, choć sama nie wiem, czy to dobrze, czy świadczy to o jakimś moim fiśnięciu, no ale tak już jest ze wszystkimi moimi fazami.
Był to dzień ważny także dla obiektu mojej czwartej fazy, o którym jeszcze Wam kiedyś napiszę osobny wpis, na razie powiem tyle, że obecnie odbywa się taki bardzo ważny walijski festiwal Eisteddfod, w którym między innymi on bierze udział, no i wczoraj miał taki wielki koncert, który, ku mojej niebotycznej wdzięczności, transmitowało BBC Radio Cymru.
Zrobiłyśmy sobie też wczoraj bardzo fajny wieczór z Mamulką, jak to moja Mamulka określiła, wieczór filmowy, nic fajnego w TV nie leciało, ale my i tak miło spędziłyśmy czas, bardzo fajnie się nam nawijało, jadłyśmy różne rzeczy, które zostały z kolacji, którą Mamulka robiła w weekend dla naszych sąsiadów, bo ich zaprosiliśmy, Mamulka zawsze przy jakichś takich okazjach wystawi na przykład oliwki, albo kapary, żeby było tak elegancko i w ogóle, ale okazało się, że oni chyba tego nie lubią, tym lepiej dla nas, bo został cały słoik oliwek i pełno papryczek chilli i w ogóle różnych takich rzeczy, piłyśmy też martini, Mamulka też, co prawda kiedyś mówiła, że zawsze ją po nawet malutkich ilościach alkoholu boli mózg, więc się zdziwiłam, ale Mamulka stwierdziła, że mózg jej nie będzie bolał, no i nie boli chyba, bo wszyscy by raczej wiedzieli. :P
Jeździliśmy sobie wczoraj z Tatulem po Laponii. Na mapach Google oczywiście, już Wam pisałam, że bardzo często zwiedzamy świat w ten sposób.
No i kończyłam wczoraj czytać "Magic For Marigold", o której również już Wam pisałam, wiele radości mi sprawiło czytanie tej książki, jak zawsze z Montgomery, zaraz będzie jakaś tam recenzja.



2017-08-09 18:30:55

2017-08-09 18:31:49
Celtic1002
Miałaś bardzo dużo miłych rzeczy. :)
2017-08-09 19:09:52

Wczorajsze miłe rzeczy.

Witajcie!
Ostatni weekend, plus prawie cały czwartek i cały piątek był dla mnie obrzydliwie wręcz obrzydliwy, ale wygląda na to, że od wczoraj sytuacja zaczyna się normować, mam taką nadzieję, że mam rację, także jest to dość miła rzecz, poza faktem, że miałam też wczoraj obrzydliwie obrzydliwe sny i się nie wyspałam.
Wczoraj duuużo bawiłyśmy się z Zofijką, było bardzo śmiesznie, musiałam jakoś odreagować ten obrzydliwy czas i ogólnie tyle się śmiałyśmy, że czasami to się zastanawiałam, czy czasem nie umrzemy dziś, to znaczy wczoraj oczywiście, ze śmiechu, ale konsekwencją tego było tylko to, że Zofijce w trakcie jednego z ataków śmiechu zachciało się strasznie siusiu, a że o kulach ciężko jest szybko dobiec do kibelka, to ledwo uniknęła katastrofy. :D
Czytałam i czytam do tej pory książkę "Magic For Marigold" Lucy Maud Montgomery w oryginalnej wersji. Książkę tę jak wszystkie książki Maud czytałam już bardzo dużo razy, Marigold w oryginale czytałam już raz, w ogóle zawsze ciężko jest mi się zmotywować i zabrać do czytania książek po angielsku, mimo, że ostatnio sobie uświadomiłam, że już chyba większość tego, co czytam na co dzień w sieci jest po ingliszu, ale książki Maud w oryginale czytać uwielbiam. Uwielbiam jej książki w ogóle i uwielbiam wiedzieć, jak coś wygląda u niej w wersji oryginalnej, zwłaszcza, że jej książki mają na ogół po kilka tłumaczeń, czy na przykład taka "Ania Z Zielonego Wzgórza" chyba z kilkanaście, wskótek czego jest trochę miszmasz. Różne polskie przekłady też uwielbiam czytać. Ale o tym będzie więcej kiedy indziej, jak będę robić recenzję Marigold.
Poza tym dużo czasu wczoraj spędziłam z Mishą oraz z Mamulką, z którą byłam w sklepie i podczas drogi do sklepu i z powrotem bardzo miło się nam nawijało. Niestety Mamulka ma zapalenie krtani, co nie jest już tak miłe, ale znając jej odporność oraz przeróżne sposoby, jakie zna na wszelkie choroby, bardzo szybko sobie z tym powinna poradzić.

2017-08-08 13:11:26
Celtic1002
O, nie byłam sama z zapaleniem, niekonieczie krtani, ale gardła. Pocieszające. No ale, mam nadzieję,
że Twojej mamie niedługo minie i wróci do zdrowia.
2017-08-08 15:36:27
gadaczka
A co to za obrzydliwe rzeczy?
2017-08-08 16:21:35
moozgish
@Celtic1002: Haha, Mamulka miała zapalenie i krtani i gardła, tak żeby było ciekawiej, także miałaś zawsze jakieś towarzystwo w cierpieniu. :)
@Gadaczka: Między innymi pochorował nam się Misha, nie mieliśmy pojęcia, co mu jest, na szczęście tylko wyglądało strasznie i to chyba nic poważnego, bo już z tego wychodzi, poza tym mieliśmy różne problemy rodzinne, które nie dotyczą bezpośrednio mnie, dlatego sądzę, że rozsądniej będzie, jeśli nie będę o tym pisać jakoś w szczegółach.
2017-08-08 17:04:21
pajper
Nie jedną książkę i nie jednego autora po angielsku czytałem, czego nie żałuję.
Wyszczególnić tutaj należy Tolkienia, Szekspira i Defoe zwłaszcza.
Ale twórczości Montgomery w tym języku jakoś nie czytałem.
Nie jedną powieść tej autorki pochłonąłem dawniej, w podstawówce i gimnazjum.
Ale nie czułem się na siłach wtedy na lekturę po angielsku.
Prawdę mówiąc, żałuję, bo z perspektywy czasu, w podstawówce może nie, ale w gimnazjum spokojnie dałbym radę, a i swoje anglojęzyczne horyzonty bym poszerzył.
No ale wyszło jak wyszlo.
Więc powiadasz, że warto?
PZDR
DP
2017-08-08 22:07:04
moozgish
Tak, sądzę, że zdecydowanie warto ją czytać w oryginale, chociaż mamy w Polsce całkiem dobre tlumaczenia większości jej książek, to jednak w wersji oryginalnej jest jakoś ciekawiej, według mnie postacie są jakby bardziej autentyczne, tym bardziej warto, jeśli już czytałeś dużo innych książek po ingliszu. Jeśli chodzi o samą Marigold, to również warta jest przeczytania, niezależnie po jakiemu. Szekspira też kiedyś czytałam po ingliszu, w całości przeczytałam tylko "Burzę", czytałam też Hamleta, ale utknęłam.
2017-08-08 23:10:36

Wczorajsze miłe rzeczy.

Witajcie!
Wczoraj miałam miły, ale raczej spokojny dzień. Spędziłam dużo czasu z Mishą, prawie jak zawsze. Poza tym wczoraj mój Tatul pojechał do pracy, pewnie wróci jutro, albo może pojutrze, ale zanim jeszcze pojechał spędziliśmy bardzo miło czas na Google Maps. Mój Tatul bardzo lubi sobie tak podróżować palcem po mapach Google, po różnych ciekawych miejscach, a potem ma w zwyczaju mówić: "Jak ja byłem w Finlandii, to widziałem...", "Jak przejeżdżałem przez Norwegię..." i wszyscy się dziwią. :D Ja bardzo lubię mu w tych podróżach towarzyszyć, wczoraj akurat zwiedzaliśmy pewną walijską miejscowość, ponieważ ja chcę wiedzieć na jej temat dosłownie wszystko, co tylko można. W ogóle często po Walii sobie jeździmy i w ogóle dużo czasu spędzamy razem z Tatulem przy kompie, bo Tatul mi opisuje na przykład różne zdjęcia, które chcę, żeby mi opisał, albo ja pomagam Tatulowi, bo mój Tatul bardzo niewiele potrafi na kompie zrobić, a jeszcze mniej potrafi zrobić nie wkurzając się, poza tym różne rzeczy z tą naszą firmą ja robię na komputerze, wtedy czasami Tatul jest potrzebny i w rezultacie wspólne posiedzenie nad moim lub Tatula laptopem zawsze się przeciąga. Aha, bo ja Wam zapomniałam napisać, że w związku z tym, że uczę się zaocznie, to mogę sobie również pracować, co też robię i pracuję jako coś w rodzaju sekretarki w firmie mojego Tatulka, piszę do jego klientów, przechowuję mu dokumenty itd. robię różne rzeczy, na które Tatul nie ma czasu, albo zrobić nie potrafi, żeby sobie trochę na przyszłość zarobić.
Dużo czasu spędziłam też wczoraj z Zofijką i pisałam z wieloma fajnymi ludźmi.
Ahaa, napiszę Wam jeszcze, że Zofijka dostała telefon. Wcześniej nie miała własnej komórki, dopiero wczoraj Mamulka kupiła jej jakiegoś LG, chociaż zawsze się zarzekała, że Zofija nie dostanie telefonu przed piętnastymi urodzinami. Ale mojej Mamuli się zmienia zdanie bardzo często i Zofijka wczoraj była w takiej euforii, że aż miło było to obserwować, choć nie wiem, czy akurat dla nas wyniknie coś dobrego z tego, że posiada swój własny telefon, na pewno będzie wszystkich nękać SMS-ami i telefonami, ale może też będzie więcej spokoju i nie będzie tak ciągle jęczała, że jej się nudzi. :D Bo ona bardzo często tak właśnie jęczy w normalnych sytuacjach, gdy może robić wszystko, co chce, więc wyobraźcie sobie, ile jęczy teraz, jak ma tą nogę rozwaloną.
2017-08-01 15:11:06

O jednej niemiłej i wielu miłych rzeczach słów kilka.

Witajcie!
Zacznę jednak chyba od tej niemiłej rzeczy, bo jest dość szokująca. Wczoraj Zofijka złamała nogę. W kolanie. Jechała na wrotkach, ale była u niej nasza kuzynka, która też jeździła, mimo, że nie bardzo umie, więc Zofijka pożyczyła jej ochraniacze, dosłownie na chwilę. Pewnie gdyby tego nie zrobiła, teraz w ogóle nie byłoby sprawy. Prawie całą nogę ma w gipsie i w sumie nie wiadomo, czy w ogóle potem będzie mogła jeździć na wrotkach. W gipsie ma być sześć tygodni, cały czas ją ta noga boli. Dzisiaj Tatul skombinował jej jakieś kule, to sobie w tym względzie jakoś radzi, nienajgorzej właściwie, ale jest wciąż dość przybita. Wczoraj jak wróciła do domu, była w jakimś takim szoku, że właściwie ledwo co mówiła, tylko, że się chce szybko położyć do łóżka i jest głodna, ale nie da rady nic zjeść. Nic więcej nie mówiła, co jest bardzo, bardzo nie w stylu Zofijki, bo normalnie jak ma jakiś problem to ciągle gada. Jak nie ma to też. Dziś już jest lepiej, na szczęście wciąż jest z nią Dominika - nasza kuzynka - to chociaż o tym tyle nie myśli. Wydaje mi się, że problem jest nie tyle w tym, że złamała sobie nogę, ale że może nie będzie mogła już jeździć na wrotkach, no i że nie pojedzie w czwartek na obóz siatkarski. Strasznie się na pewno wynudzi.
Co do miłych rzeczy: Tatul dzisiaj rano był w sklepie po cóś tam i specjalnie kupił Zofijce i mi bułki maślane. Bardzo często Tatul rano kupuje mi bułki, co jest bardzo miłe z jego strony.
Miałam po prostu piękny, no genialny, niesamowity sen. W szczegóły wchodzić nie będę, bo musiałabym się rozpisywać o rzeczach, o których przynajmniej póki co nie macie pojęcia, wpis pewnie miałby z dobrych kilka stron, nie wiem, może kiedyś będzie osobny wpis na ten temat i moimi snami też się z Wami podzielę, może tak, a może nie, muszę jeszcze pomyśleć. Jakby jednak nie było miałam piękny sen i warte jest to udokumentowania.
I żeby było jeszcze fajniej, odpisał mi dzisiaj Bardzo Miły Człowiek, a żeby było jeszcze fajniej, jak mu bezzwłocznie odpisałam, to jeszcze dzisiaj mi odpisał ponownie. :D Jak to zwykły email może człowiekowi zrobić endorfinowy koktajl z mózgu. :D
Dostałam od Mamulki specjalne kulki do kąpieli, znaczy nie jakieś specjalne, że specjalne, po prostu kulki specjalnie do kąpieli. Już wcześniej ich nie raz używałam i zawsze bardzo je lubiłam, to są takie bardzo fajne lawendowe kulki, to znaczy z olejkiem lawendowym w środku, są takie małe, wrzucasz je do wody i one się bardzo szybko rozpuszczają, no i ja się dzisiaj myłam w ich towarzystwie, oraz w towarzystwie Mishy, który pił wodę z umywalki. Także miałam towarzystwo doborowe doprawdy.
Jadłyśmy dziś z Zofijką krakersy z masłem orzechowym. Kiedyś strasznie nie lubiłam masła orzechowego, moja Mamula twierdzi, że musiałam pierwszy raz zjeść jakieś podrobione i jest to bardzo możliwe, bo jak Mamulka po kilku latach od tego momentu, gdy ja je jadłam po raz pierwszy, kupiła sobie masło orzechowe i ja go spróbowałam, stwierdziłam, że jest bardzo dobre i zupełnie inne od tego czegoś, co ja jadłam kilka lat temu. Także obecnie lubię, i ja i Zofijka też, masło orzechowe. Bardzo miło też nam się z Zofijką rozmawiało.
OK, to by było chyba tyle.

2017-07-29 20:16:06
Celtic1002
Biedna Zofijka. Ja sobie nigdy nogi nie złamałam, no i oczywiście bym nie chciała, ale Zofijce bardzo,
bardzo współczuję.
2017-07-29 23:09:10
moozgish
No bardzo biedna Zofijka. Ja też sobie nigdy nic nie złamałam, ale byłam w gipsie po operacji, więc w jakimś sensie znam ten ból i dla mnie osobiście niewiele było rzeczy tak frustrujących jak gnicie w gipsie, więc też jej bardzo współczuję. Cały czas jest przybita, płakała dziś trochę, ale i tak jest bardzo dzielna.
2017-07-30 11:19:18
Monia01
Ja w gipsie nigdy niczego nie miałam, ale dawniej gips był moją największą zmorą. No może prócz żab, które w koszmarach prześladują mnie do dziś, bo z lęku do gipsu się wyleczyłam. Kiedyś jednak bałam się go panicznie! Kobieta, która się mną opiekowała, złamała sobie rękę i zaczęłam uciekać choćby na dźwięk jej nazwiska albo w ogóle przypuszczenia, że mogłaby znajdować się w tym samym pomieszczeniu co ja. Tę moją awersję do ludzi mających coś w gipsie rodzinka, pogodziwszy się z faktem, że w żaden sposób nie da się jej ze mnie wyplenić,, jakoś zaakceptowała, ale... potem moja siostra złamała sobie rękę! Cały wieczór przeleżałam w łóżku, czekając, aż ona pójdzie spać, żebym mogła skorzystać z łazienki. Potem gips zaczął mi się nawet podobać i kiedy siostra następnego lata złamała sobie drugą rękę, obyło się już bez chowania pod kołdrą. :) Tak więc Zofijce bardzo współczuję... I to jeszcze w wakacje... :( A masło orzechowe jest pyszne!
2017-07-30 12:47:01
moozgish
Ojj, to ciężka gipsofobia, ciekawe, że aż taka, skoro nigdy niczego sama w gipsie nie miałaś. Ja mam po operacji po której byłam bardzo długo w gipsie chyba jakąś lekką traumę, bo jeszcze mi się czasami śni, że w nim mam całe nogi, a jak dotknęłam tego Zofiji gipsu to mnie aż ciarki przeszły. Rzeczywiście bycie w gipsie podczas wakacji to kicha, akurat jak na złość Zofijce zrobił się upał i jest jej w tym bardzo gorąco i nikt do niej nie przychodzi, bo wszyscy wolą być na podwórku.
2017-07-30 15:24:33
pajper
Ojjj, współczuję twojej siostrze.
Na szczęście ja niczego nie złamałem, jak dotąd.
Ale mój brat niedawno coś zrobił sobie ze stawem skokowym i też w gipsie był przez sześć tygodni.
Nikomu nie polecam.
Pozdrawiam,
DP
2017-07-31 10:41:42

Środowe miłe rzeczy.

W środę były imieniny mojej Mamulki i w związku z tym było całkiem miło. Mamulka zrobiła toffi, w sensie ciasto toffi i ciasto z sokiem, przyjechała do Mamulki nasza najbliższa rodzina, całkiem miło spędziliśmy czas. Toffi wyszło Mamuli bardzo dobre, poza tym Tatul robił mi genialne drinki z wcześniej już wspomnianym Grand MCNishem w roli głównej, zresztą wszyscy się tymi drinkami mojego Tatula zachwycali, niezależnie z czym.
Inną miłą rzeczą było to, że zaczęłam czytać fantastyczną książkę, mianowicie "Nową Mary" Camille Deangelis, przeczytałam ją do końca wczoraj, ale cały czas mam w mózgu, pierwszy raz się z czymś podobnym zetknęłam, najprawdopodobniej będzie recenzja jakaś.
No i Misha. Misha był ze mną przez większość czasu gdy siedziałam z nimi przy stole. Wyobrażacie sobie? Siedział mi na kolanach i mruczał. I nie uciekał. Śmieszne, w ogóle nie w jego stylu. Żeby jeszcze było jakieś mięso do jedzenia, to ja rozumiem, ale było dopiero na kolację, a on tak ze mną siedział dużo wcześniej.
A, no i ciekawe nawijki mieliśmy z dziadkiem, co ma miejsce prawie zawsze, więc prawie bym o tym zapomniała, ale też bardzo miła rzecz, więc uwzględnić należy. :)
2017-07-28 13:54:34
hazel96
Super! Warto się cieszyć drobnymi rzeczami :D
2017-07-28 20:42:13
ambulocet
Ja też bardzo lubię rozmawiać z moim dziadkiem, a właściwie pra dziadkiem. Mimo, że ma 93 lata. Umysł
ma bardzo bystry. Często rozmawiamy o filozofii, bo mój pradziadek jest doktorem nauk humanistycznych
i zawsze się cieszy, że ma z kim podyskutować o tych sprawach.
2017-08-06 15:26:00
moozgish
O, fajnie, że masz tak z kim podyskutować. :) Mój dziadek ma lat zaledwie siedemdziesiąt, dyskutujemy właściwie o wszystkim, od medycyny niekonwencjonalnej przez przemiany polityczne w Polsce po jakieś kwestie psychologiczne i kiedyś stwierdził, że szkoda, że ze wszystkimi swoimi wnukami tak łatwo mu się nie rozmawia, co jest bardzo miłe.
2017-08-06 16:13:27

Wtorkowe miłe rzeczy.

Witajcie!
Wybaczcie, że nie pisałam wcześniej, ale rozwalił mi się zasilacz od laptopa, więc zanim sobie skombinowałam nowy, trochę zeszło.
Co do miłej rzeczy, jaka spotkała mnie we wtorek, ma ona ścisły związek z Mishą. Położyłam się na chwilę po południu na łóżku, Misha leżał w koszu, chciałam go pogłaskać, a on z tego kosza wyszedł i położył się na mnie. Był taki grzeczny i miły. I tak leżeliśmy razem prawie godzinę, a ja słuchałam wszystkich dźwięków w Mishy, które są bardzo piękne. Jak bije jego serduszko, jak oddycha przez sen, jak mruczy... Uwielbiam słuchać Mishy.
2017-07-28 13:11:50
Celtic1002
Ja też bardzo lubię koteczki, mruczące, miauczące, a zwłaszcza jak mruczą, bo to takie słodkie i uspokajajće.
2017-07-28 13:13:09
pajper
Nooo, koty są fajne, wiem, bo sam mam. :)
A teraz od kilku dni mamy trzy małe swoją drogą. :)
PZDR
DP
2017-07-30 14:46:10
moozgish
Ooo, aale miło. :)
2017-07-30 15:26:19
Celtic1002
Dawid, masz kotki? Czy już nie? Jak masz, to ja chcę. :D A tak serio, żartuję, ale jak kiedyś do Ciebie
pojadę, to muszę pogłaskać Twojego kota.
2017-08-31 19:50:26

Wczorajsze miłe rzeczy.

Witajcie!
Wczoraj miałam ogólnie dość miły dzień. Tak jak już wcześniej pisałam, miałam miłe sny. Bardzo dużo
miłych snów. Miałam też różne niemiłe, ale większość była raczej miła. Zofijka pojechała na większość
dnia do koleżanki na urodziny, byłyśmy więc same z Mamulką, bo Tatul był w Szczecinie. Generalnie nie
działo się wczoraj raczej nic szczególnego, ale po prostu miło spędziłam czas. Ze szczególniejszych rzeczy
jeszcze, wieczorem napisała do mnie koleżanka z UK, z którą się wymieniamy mniej więcej raz w tygodniu,
czasami częściej, bardzo długimi mailami dotyczącymi dosłownie wszystkiego. Bardzo lubię jej maile, ponieważ
fajnie pisze i jeśli chodzi o styl i opisywanie tego, co się u niej dzieje, mamy poza tym dość dużo wspólnego.
Ostatnio wysyłałam jej zdjęcia Mishy, bardzo się jej spodobał, ale Misha podoba się wszystkim, więc raczej
nic dziwnego w tym nie ma. A, co do Mishy, to, jak może ktoś zauważył, nic wczoraj nie pisał. Powód jest
banalnie prosty. Przespał cały, dosłownie cały, długi dzień. I ja go w ogóle nie widziałam. Przez cały
dzień. Myśleliśmy, że w związku z tym będzie w nocy rozrabiał albo jęczał, co mu się często zdarza gdy
prześpi cały dzień, ale tym razem spał bardzo spokojnie w swoim koszu i mimo, że ja przez większość noy
nie spałam, bo mi się w ogóle nie chciało i robiłam różne rzeczy, bo mi się w łóżku nudziło, to Mishy
to raczej we śnie nie przeszkadzało. No i miłych rzeczy chyba tyle.
2017-07-25 12:21:03

O dzisiejszych miłych rzeczach.

Witajcie!
Dziś również postanowiłam napisać trochę o tym, co u mnie miłego. Otóż:
Spał ze mną Misha. Ale jak spał! Leżał koło mnie na poduszce, przeciągał się i chociaż zawsze po kilkudziesięciu
minutach decyduje się jednak wygodnie ułożyć w swoim koszu, dzisiaj leżał tak ze mną jeszcze długo po
tym, jak zasnęłam. W nocy na chwilę się przebudziłam i w tym akurat momencie Misha trzymał mi obie swoje
przednie łapki na głowie i główkę mi opierał na ramieniu. Potem jednak wrócił do swojego kosza, ale jak
tam jest, to też jest bardzo fajne. Ważne, żeby był w ogóle.
Potem już w trakcie dnia kilka razy do mnie przychodził.
U Zofijki wciąż jest jej koleżanka. Na noc chciała wrócić do domu i wróciła, ale jak tylko wróciła
podobno się rozpłakała i powiedziała swojej mamie, że tęskni za Zofijką i wysłała jej rozpaczliwego SMS-a,
że ją kocha i wszystko dla niej zrobi i dzisiaj już koło ósmej była znowu u Zofiji. :D Podobno w poniedziałek
jedzie do Warszawy na badania mózgu, bo jest po operacji jakiegoś guza i było jej bardzo smutno, bo dwa
dni nie będzie widziała Zofijki, ale w końcu obie Mamule się zgodziły i z tego, co mi wiadomo, Zofijka
również pojedzie podbijać stolicę. Wczoraj była w takiej euforii, że zasypiała dwie godziny. :D
Mamulka zrobiła nam dobry obiad. Bardzo różne pierogi. Kupiła je oczywiście w sklepie, każdy mógł
jeść, na jakie miał ochotę.
Dostałam krótkiego i bardzo miłego maila od Bardzo Miłego Człowieka, najprawdopodobniej jeszcze się
dzisiaj skontaktujemy, także teraz to ja jestem w euforii.
Moja ciocia robi urodzinowego grila, a ja na niego nie jadę. Ta moja ciocia jest też moją mamą chrzestną,
lubię ją generalnie, poza tym, że słynie z upierdliwości, w ogóle raczej lubię rodzinę mojej Mamuli, poza tym, że się do nas za bardzo wtrąca,
ale ostatnio jest między nami sporo totalnie idiotycznych konfliktów, to znaczy między naszą rodziną,
a rodziną Mamuli, na pewno dzisiaj będą sobie umilać atmosferę rozgrzebywaniem tego wszystkiego, a słuchanie
tego czy branie w tym udziału zdecydowanie nie należy do przyjemnych rzeczy, ale akurat złożyło się tak,
że zadzwonił dzisiaj mój wujek, brat Mamuli i tej cioci i chciał, żeby Tatul go gdzieś tam zawiózł, jak
będzie wyjeżdżać, więc i tak dla kogoś z nas miejsca by nie było. I to, co mnie w tym wszystkim najbardziej
cieszy, to fakt, że potem napisał do mnie Bardzo Miły Człowiek, stwierdził, że koło czwartej będzie mieć
chwilę i może mi pomóc z walijskim. No to kurde, jak ja bym mogła nie skorzystać z okazji? :D Cóż.
OK, miłych rzeczy chyba tyle.
2017-07-22 15:06:41
ambulocet
Z tym, że Misza się do Ciebie tak przytulał, to słotkie. Ja z Tillunią też się często przytulam. Jak,
leży u mnie na łużku, to czasem kładę się za nią i ją obejmuję. Ona zwykle wtedy zasypia. Ogólnie kiedyś
spała ze mną zawsze w nocy, ale niestety później mnie zdradziła i przeniosła się do mamy, na większe
łużko. Pocieszam się tylko, że z mamą śpi też po części dlatego, żeby pilnować swoich interesów, bo zawsze
rano, jak już dostanie jedzenie, to przychodzi do mnie.
2017-07-22 16:19:08
moozgish
My też z Mishą się obtulamy w dzień na łóżku i on wtedy zasypia, albo kładzie się na mnie, główkę mi opiera
na poliku i ja go miziam. Często ze mną śpi w nocy, ale też nie zawsze. Na pewno, skoro Tilla przychodzi
do Ciebie, tylko później, to cały czas musi lubić u Ciebie spać, Misha ma na przykład tak, że o różnych
porach i w różnych okolicznościach śpi w różnych miejscah, więc może ona ma jakoś podobnie.
2017-07-22 16:34:09

Miłe rzeczy.

Siedzimy z Mishą u mnie w pokoju, Misha leży obok mnie w swoim kartoniku, ja słucham walijskiego zespołu
Pigyn Clust i myślę, że dziś też można by o miłych rzeczach trochę napisać.
Pierwszą miłą rzeczą jest fakt, że się wyspałam. Ostatnio nie bardzo jest to takie oczywiste, ale
w końcu się udało.
Spał ze mną Misha. Najpierw w łóżku, a potem w swoim koszu, czyli właściwie też w łóżku, bo on na
łóżku stoi. Ja zawsze śpię z zamkniętymi drzwiami, po pierwsze dlatego, że mam w nocy otwarte okno i
byłby przeciąg, po drugie dlatego, że po prostu z otwartymi już chyba nie umiem i sobie nie wyobrażam.
Skutkuje to jednak tym, że jeśli chcę, żeby spał ze mną Misha, to muszę go potem, często o dość niekonwencjonalnych
porach wypuścić. Ale korzyści ze spania z Mishą przewyższają ową niedogodność. Dzisiaj akurat Misha pozwolił
mi się wyspać, bo nie jęczał do siódmej, a o siódmej wstała Mamulka i go wypuściła, więc nie musiałam
tego robić ja.
Kolejną miłą rzeczą jest inglisz. Lubię inglisza jako język, bardzo lubię, kocham wręcz, jak wszystkie
moje języki, lubię też moje lekcje inglisza, bo zawsze się jakieś dyskusje ciekawe wywiążą. Tak jak i
na szwedzkim nieraz się zdarza, choć na szwedzkim rzadziej, dlatego, że na szwedzkim robię dużo więcej
rzeczy niż tylko gadam i piszę coś do matury, a na ingliszu przez 110 minut ze 120 nawijamy.
Jak tylko skończyłam inglisza, zauważyłam rzecz, która ucieszyła mnie najbardziej w całym tym dniu,
mianowicie dostałam bardzo miłego, co więcej długiego maila od bardzo miłego człowieka, na którego też
niezwłocznie odpisałam, co również sprawiło mi niemałą przyjemność. A że pisałam go w większej części
po ingliszu, to miałam jakby przedłużoną lekcję. :D
Koleżanka Zofijki wciąż z nami jest i wygląda na to, że nie myśli nawet o opuszczeniu nas. Z powodu,
który wymieniłam we wpisie tyczącym się dnia wczorajszego bardzo mi to odpowiada. A że jeszcze do mojej Mamulki przyjechali
goście, to jest trochę szumnie.
Przyszedł do mnie Misha. On przychodzi do mnie, jak chce spać, ogólnie spodziewałam się go wcześniej,
zwłaszcza, że u nas taki tumult i tylu obcyh ludzi,
i dziwiłam się, że nie przychodzi, czasami potrafi spędzić w tym swoim kartoniku cały dzień, ale w końcu
przyszedł, stanął pod drzwiami i ładnie poprosił, żeby mu otworzyć. Poza tym ogólnie miałam miły dzień.
A, jeszcze zanim oni przyjechali, to byłam przez całkiem długi czas sama w domu, to znaczy jeszze z Mishą.
Uwielbiam być sama w domu. A jescze bardziej sama z Mishą. Miłego wieczoru wszystkim życzę, jak również
przyjemnych snów. :)
2017-07-21 20:39:38
pajper
Uwielbiam być sama w domu, wtedy można pobawić się wybuchami. :)
Przepraszam, tak mi się skojarzyło. :)
Mój tata, z miłości chemik, jak był w technikum, pod nieobecność rodziców przeprowadzał różne eksperymenty chemiczne.
Skończyło się na małym pożarze i wymianie dywanu, jak coś nie wyszło kiedyś. :)
2017-07-21 20:55:10
Celtic1002
Hahahaha, "Wakacje z duchami"? A to dobre. :D :D :D Mogłyby być. Miałaś bardzo, bardzo, bardzo miły dień.
:) Podrap ode mnie Mishę za uszkiem, jak lubi.
2017-07-21 21:03:00
moozgish
Pajper: Hahahahahaa, istotnie świetny pomysł na spędzanie czasu będąc samemu w domu. :D
Celtic1002: Misha bardzo lubi, jak się go drapie za uszkiem. Zaraz dam mu przekąskę i go podrapię.
:)
2017-07-21 22:40:17

Miła rzecz.

Witajcie!
Postanowiłam, że oprócz tego, że pewnie co jakiś czas będę wrzucać jakieś update'y dotyczące mojego
fascynująco ciekawego życia, będę też pisać co jakiś czas o miłych rzeczach, które mi się danego dnia
przytrafiły, albo o jednej miłej rzeczy. Zainspirowała mnie do tego moja Mamulka. Moja Mamulka interesuje
się, jak ja to określam, lifestylami. Czyta duużo blogów polskich bab o lifestylach, o minimalizmie,
o zdrowiu, modzie i urodzie. No i na początku tego roku na blogu jednej z tych bab przeczytała, że ona
ma takie postanowienie noworoczne, że codziennie będzie zapisywać sobie jedną miłą rzecz, która jej się
przydarzyła. W ten sposób będzie miała 365 miłych rzeczy, które jej się przydarzyły w tym roku. Ja pomysł
kupiłam, mimo, że swoje postanowienie już miałam i od początku roku też zapisuję codziennie jedną miłą
rzecz. A ostatnio moja koleżanka, której bloga czytam, zaczęła 100 happy days challenge, w formie zdjęciowej.
Potem druga, w ogóle jej nie znająca, zaczęła 100 happy days challenge w formie tekstowo-graficznej.
Śmiesznie. Ja nie będę tego robić, chociaż miałam taki plan, ale po prostu czasami będę pisać o tym,
co mi się miłego przytrafiło, a może codziennie, zobaczymy. Dziś napiszę o dniu wczorajszym. Oprócz oczywistych
rzeczy, takich, jak to, że Misha obudził mnie o czwartej godzinie swoim "Hhrrru?" i że w ogóle ze mną
spał i innych takich, przytrafiły mi się dwie nieoczywiste miłe rzeczy.
Pierwszą z nich jest to, że u Zofijki jest koleżanka. Łączy się to z ogromną ilością wrzasku, ale
także z tym, że ja mam spokój. I moja Mamulka poniekąd też, chociaż musi dużo sprzątać. W każdym razie
Sofija nie łazi nam nad głowami i nie jęczy "Nuuudzi mi się. Cooo ja mam robić?" i nie burczy. To znaczy
burczy, ale tylko do swojej koleżanki. Dziewczyna ma chya niesamowitą cierpliwość, czy coś, bo jest u
Zofiji już trzeci dzień.
Druga miła rzecz również łączy się z Zofijką. Zofijka bardzo dużo je. Jeździ też na wrotkach, bardzo
szybko jeździ. Te dwie rzeczy mają ze sobą wspólnego tyle, że stosunkowo często jeździ do sklepu, żeby
sobie kupić jakieś żarcie. Wczoraj kupiła mi chipsy piri-piri i wieelką czekoladę z orzechami, chociż
jej wcale o to nie prosiłam. Więcej hyba dodawać nie muszę.
Ogólnie miałam wczoraj miły dzień, poza tym, że poszłam spać o pierwszej, a obudziłam się o czwartej,
bo mój mózg stwierdził, że już więcej nie chce spać. Najpierw miałam strrrasznie dużo energii i w ogóle,
a koło siódmej wieczorem łaziłam już jak Zombie. Ale i tak poszłam spać dopiero po północy. Często mi
tak mózg świruje, albo z kolei śpię zdecydowanie za długo, ale właściwie jestem przyzwyczajona do tego
i wrażenia to na mnie nie robi, tyle, że nie lubię być przymulona.
Dzisiaj też się zapowiada miły dzień. Przed chwilą skończyłam inglisza, na tym moim ingliszu, którego
mam w domu prawie wyłącznie gadam, czasami jescze coś piszę pod maturę pisemną, ale generalnie nawijamy
po ingliszu, a ja nawijać po ingliszu bardzo lubię. Dzisiaj gadaliśmy z moim nauczycielem o polityce,
ciekawie się porobiło. :D
OK, do tego wpisu chyba tyle.
Miłego dnia wszystkim życzę. :)
2017-07-21 12:23:57
pajper
If english, then english. :)
I'm glad you had a good day yesterday.
In fact, what age is your sister.
You're likely to write it somewhere on this blog, but I've forgotten.
Regards,
DP
2017-07-21 12:38:44
Celtic1002
Hahaha, no to się Dawid popisał. :D A że mnie głowa boli, to nie chce mi się czytać słowo po słowie,
żeby zrozumieć, co napisałeś. No, a jeśli idzie o Twój miły dzień, Emi, to miałaś bardzo, bardzo, bardzo
miły dzień. I oby takich dni więcej. :)
2017-07-21 13:35:57
moozgish
Pajper: Zofijka is 10 years old, will be 11 in May.
Kind regards. :)
Celtic1002: O, szkoda, że Cię boli mózg. :/ Moją Mamulkę też, nie wiem, co jest z tymi mózgami.

2017-07-21 15:06:18

Menu

Forum
Wiadomości
Blogi

Copyright Dawid Pieper