Blog: Myśl odsiewnia - Elten Network

ELTEN NETWORK

Skocz do nawigacji

Zalogowany jako: gość

(Zaloguj się)

Myśl odsiewnia

Blog użytkownika: matius
Wróć do listy blogówKategorie

Wszystkie wpisy

1 z 3

Następna

3

Komentarze: 0
Rady dla piszących: Mechanizm rzeczywistości
Kuźnia światów – część 3
Życie oraz inteligencja są we wszechświecie rzadkie. Im więcej kosmosu badamy, tym bardziej zadziwia nas brak śladu innych cywilizacji – żywych lub wymarłych. Ale mogło być gorzej. Mało brakowało, a nie istnielibyśmy nawet my! Skomplikowane, białkowe organizmy (oraz ich pisma o fantastyce) mogą powstawać tylko w wąskim zakresie ustawień kilkudziesięciu potencjometrów, które znieruchomiały w momencie Wielkiego Wybuchu. Te potencjometry to fizyczne stałe. Trochę inna siła grawitacji – i albo gwiazdy nigdy by nie powstały, albo cała materia zapadłaby się już dawno do wielkiej czarnej dziury. Słabsze wiązania subatomowe – i nie wytworzyłyby się pierwiastki cięższe od wodoru. Silniejsze – i cały wodór, paliwo gwiazd, dawno zmieniłby się w hel. Jeśli interesowaliście się problemem zasady antropicznej, wymienicie wiele podobnych przykładów. Nie zmierzam jednak rozpływać się nad niezwykłością układu, dzięki któremu istniejemy. Równie dobrze mógłbym dziwić się, że oczy kota szczęśliwie wypadają tam, gdzie kot ma dziury w futrze. Gdyby fizyka świata była inna, nie istnieliby obserwatorzy, mogący ów fakt zarejestrować. Poza tym nowsze teorie wskazują, że wszechświaty o stałych zbliżonych do naszego mogą być szczególnie powszechne ( „Życie Wszechświata”, Lee Smolin). O temacie wspominam, bo chcę pokazać, jak trudny problem stanowi „alternatywna fizyka” dla twórców fantastycznych światów. Szczególnie, jeśli podchodzą do swojej pracy uczciwie. Autorowi lub autorce może na przykład marzyć się „setting”, gdzie chemia działa inaczej, co pozwoli uzyskać inne substancje oraz materiały i wywróci do góry nogami kulturę materialną człowieka. Ale łatwo zapomnieć, że przy takim założeniu zakłócamy też skomplikowane łańcuchy tysięcy reakcji chemicznych, które zachodzą w ludzkim organizmie. Grzebanie przy fundamentach chemii „rozkłada” fizjologię życia, którą trzeba ułożyć na nowo. Tak jest z wieloma innymi elementami. Dlatego jeśli postanowicie majstrować przy prawach fikcyjnego świata, czekają was tygodnie spędzone z nosem w książkach oraz długie dyskusje ze specjalistami z różnych dziedzin. Mimo wszystko – warto. Każdy czytelnik fantastyki wie, jaka to przyjemność, kiedy autor rzuci nas na głęboką wodę, do uniwersum, gdzie wszystko wydaje się obce, a my z rozsianych po tekście wskazówek odcyfrujemy zbiór zasad, rządzących tym światem. To przyjemność cenna i rzadka, bo endemiczna dla fantastyki. Dobrego bohatera, ciekawą intrygę czy mocny dialog można znaleźć równie dobrze w kryminale, klasyce literatury pięknej, a nawet prozie „kobiecej” (krzywdzące określenie). Natomiast główkowanie na temat fikcyjnych światów jest wyłączną domeną fantastów. W tego typu grę wciąga nas na przykład Jacek Dukaj w „Innych Pieśniach”, gdzie teorie starożytnych Greków na temat ustroju świata okazują się prawdziwe. Efekt – szok obcości, który stopniowo przechodzi w podziw i zrozumienie. Zbliżonym tropem (tworzymy alternatywną fizykę na podstawie antycznych teorii) idzie też powieść „Celestial Matters” Richarda Garfinkle z 1996 roku. Jej główny bohater rusza z wyprawą, która wykutym z kawałka Księżyca okrętem ma przelecieć przez niebiańskie sfery i zdobyć kawałek Słońca. Elementy alternatywnych fizyk zręcznie wykorzystywali chociażby Stephen Baxter (antylód), China Miéville (energia kryzysu), Ian MacLeod (sterowany myślami aether), Christopher Priest (optimum), Terry Pratchett (oktaryna – o magii i fizyce dalej), Joe Haldeman (pole stasowe) – oraz długa lista innych twórców. Czasem alternatywna fizyka przekrada się niezauważona przez autora i czytelników. Bo powiedzcie: czy Arrakis mogłaby leżeć w naszym świecie? Moim zdaniem – nie. Główny powód to melanż, substancja wywołująca wizje przyszłości. Odsyłam tu do „Fizyki rzeczy niemożliwych” Michio Kaku, która znane z SF patenty dzieli na trzy kategorie: od „osiągalne przy odpowiedniej technologii” po „lepiej zapomnij”. Prekognicja to właśnie niemożliwość kategorii trzeciej (uzasadnienie w książce). Wielu przykładów ukrytej alternatywnej fizyki dostarcza literatura fantasy. Weźmy Aler z szererskiego cyklu Feliksa W. Kresa. To tajemnicza, obca rzeczywistość, granicząca z „naszą”. Jak dokładnie działa? Nie wiadomo. Bohaterowie nie mają czasu, wiedzy, ani narzędzi, by to badać. Całe szczęście, że bawiąc się fizyką można chociaż chować się za niedopowiedzeniem! W nowej powieści „Mechaniczny” Iana Tregillisa, starania XVII–wiecznych uczonych dały światu humanoidalne automaty i podzieliły go między wsparte na ich niewolnictwie imperium Holandii a katolicką Francję, walczącą o ich wolność. Stworzenie analogowego robota o ludzkiej inteligencji jest oczywiście niewykonalne, dlatego duszę maszynom Tregillisa daje alchemia. Ile mają z golemów, a ile z zegarków? Jak alchemia wpływa na chemię? Nie dowiemy się. I nie odbiera to niczego książce, której głównym tematem nie jest fizyka, a kwestie wolnej woli oraz filozofia Kanta, Spinozy i Kartezjusza. W pewnym sensie podobnie postąpiłem w „Cieniorycie” – Seriva stoi na poziomie naszego osiemnastego wieku, dlatego cieńprzestrzeń i związana z nią fizyka pozostają niezbadane. Z kolei w mojej nowej powieści „Czterdzieści i cztery”, która ukaże się niedługo po publikacji tego tekstu, fikcyjna energia próżni manifestuje się w tak specyficznych warunkach, że nie wpłynęła na świat – do czasu, gdy ludzie odkryli ją w epoce romantyzmu. Oczywiście posunięte odpowiednio daleko niedopowiedzenie to prosta droga do wprowadzenia magii, która (modyfikując tezę Arthura C. Clarke’a) często jest nauką niezrozumiałą dla bohaterów. Mało widziałem powieści, gdzie tajemna moc pozostaje naprawdę tajemna i nieprzewidywalna. Częściej stanowi sformalizowaną dziedzinę, ze swoimi księgami i recepturami, nauczycielami i uczniami, strukturami uniwersyteckimi oraz „czarami”, które powtórzone w ten sam sposób, w tych samych warunkach, dają taki sam efekt. Czy to ostatnie nie jest czystą definicją naukowego eksperymentu? Od magii tylko krok do panteonów i bóstw. Ale ponieważ te dwa tematy są duże (i ważne dla światotwórców) poruszę je w następnym odcinku. Teraz chcę bowiem jeszcze raz podkreślić, że nawet zasłaniając się niedopowiedzeniami lub magią trzeba dobrze znać współzależności między zjawiskami świata naturalnego. Dlatego jeśli planujecie bawić się w tworzenie alternatywnych fizyk, najlepiej zacząć od zrozumienia wpływu „potencjometrów” definiujących świat: stała grawitacyjna, prędkość światła, stała Plancka, granica Chandrasekhara, stała Hubble’a – i wiele innych. Do tego trzeba poczytać o fizycznych fundamentach życia, meandrach ewolucji, historii ludzkiej nauki… Trudne? Wcale! Jeśli mogłem to zrozumieć ja – samozadeklarowany humanista ze średnim wykształceniem – Wam też się uda. Do następnego odcinka cyklu został miesiąc. Można go dobrze wykorzystać.
...
2017-12-05 20:32:26

2

Komentarze: 0
Rady dla piszących: Dźwięk istnienia
Kuźnia światów odc. 2
Krzysztof Piskorski
Jahwe na początku oddzielił światło od ciemności. Gaja i Eros wyszli z pierwotnego chaosu. Z wodnej otchłani Nu wyłoniła się ziemia, z której powstał Ra (słońce). Żar z Muspelheimu spotkał zimno z Niflheimu w otchłani Ginnungagap, topiąc lód, który skuwał wszechświat. Hun Dun, władca chaosu, zaprosił dwóch pozostałych władców, Hu i Shu, do państwa środka – a ci zabili go, rozpoczynając epokę ładu. Wisznu spał, płynąc przez próżnię; z jego pępka wyrósł kwiat lotosu, z którego wyłonił się Brahma, dając początek kolejnemu cyklowi istnienia. Tak według ziemskich religii powstał nasz świat. Większości historii ma wspólny mianownik – chaos, ciemność, wielką otchłań, z której wyłania się istnienie. Taką samą próżnią jest pusta kartka, początek każdego literackiego świata. Jest jedna istotna różnica. W przypadku światów literackich nie zawsze tworzenie zaczyna się od początku. Osobiście, nigdy mi się to nie udało. Świat „Cieniorytu” miał swój początek w obrazie ulicy Serivy w palący, letni dzień. Świat „Zadry” narodził się z fałszywej XIX-wiecznej teorii naukowej. Zaginiona dzielnica z „Krawędzi czasu” urosła wokół pomysłu na głównego bohatera, poranionego, pobliźnionego, uwięzionego w czasowych pętlach. Świat „Opowieści piasków” rozrósł się wokół miasta – orientalnej cytadeli pośród pustyni i ruin dawniejszych cywilizacji. W żadnym wypadku nie zaczynałem od bogów, praistot, ani wielkich wybuchów. Nawet największy światotwórca, Tolkien, nie rozpoczął od kosmogonii. Porządkujący jego kreację „Silmarillion” ukazał się przecież wiele lat po „Władcy pierścieni” i „Hobbicie”. Wystarczy spojrzeć na opatrzone komentarzami wydanie „Hobbita”, by zobaczyć, jak płynnie powstawało Śródziemie; jak koncepcje oraz nazwy ewoluowały w trakcie pisania. Gdzie więc najlepiej zacząć, kiedy chcemy stworzyć swój fantastyczny świat? Co może być najlepszym pierwszym krokiem? Zacząć rysować mapkę? Rozpisać sobie panteon? Stworzyć ciekawą postać? Moim zdaniem, najpierw powinniśmy odnaleźć ton. Zaraz – zapytacie. Mieliśmy tworzyć światy czy muzykę? Weźmy jednak dowolne książkowe uniwersum i obedrzyjmy je z nazw własnych, konkretnych miejsc, praw fizycznych, postaci. Rozbierzmy świat do naga. Co zostanie na końcu? Właśnie ton. Czyli ogólny nastrój, myśl założycielska. Wróćmy do Śródziemia, które jest przykładem mało oryginalnym, ale i najlepiej znanym. Co w nim jest fundamentalnym tonem? Śródziemie to świat wybrzmiałego echa legend. Przeminęły w nim mity, upadły (lub upadają) wielkie cywilizacje, a w powstałe szczeliny wcisnęli się ludzie – i nawet oni skarleli w porównaniu do przodków. Wszystko stoi na grubych warstwach historii. Nawet „wielki zły” jest tylko cieniem; sługą potężniejszej, pradawnej istoty. Czym byłby „Władca pierścieni” bez tego nastroju? To z niego urodziły się Moria, Lothlorien czy podupadła chwała Gondoru. Z kolei w „Diunie” bazowy ton to egzotyka odległej, planetarnej kolonii, zamieszkanej przez niezrozumiałych tubylców i niebezpieczną faunę, przyprószona sztafażem dynastii, rodów, urzędów, mundurów, szarf i zakonów. Świat Dysku to świat absurdów. Stąd wypływa zarówno pomysł umieszczenia go na grzbietach czterech słoni, które z kolei stoją na grzbiecie żółwia, jak i codzienne paradoksy, z jakimi mierzą się mieszkańcy Ankh-Morpork. George R.R. Martin sam przyznawał w wywiadach, że jedną z pierwszych myśli związanych z Westeros była inspirowana „Królami przeklętymi” oraz Wojną Dwóch Róż ponura atmosfera walki o władzę, w której prawda, racja i osobiste talenty są tylko przepustką do szybszej śmieci, a pozytywni bohaterowie pierwsi odpadają z wyścigu. Jak widać, łatwo wyłowić ton już istniejących światów. Ale jak go znaleźć samemu? Najczęściej wypływa z rodzaju opowieści, którą chcemy napisać w danym przypadku. Trudno przecież prowadzić depresyjną fabułę dark fantasy w krainie jednorożców i strzelistych zamków. Trudno poprowadzić kryminał noir na wypalonym, nuklearnym pustkowiu, gdzie bohater spotyka tylko zmutowane jaszczurki. Jasne, warto pamiętać, że oczywiste połączenia są zbyt nudne, a kontrapunkty potrafią działać zaskakująco skutecznie (na przykład: futurystyczna utopia, gdzie naprawdę rozwiązano wszystkie problemy człowieka, a główny bohater mimo wszystko będzie przeżywał dramat za dramatem). A jeśli nie mamy nawet zrębu fabuły? Gdzie wtedy szukać? Krótka odpowiedź: wszędzie. Pomogą książki, które i tak powinno się czytać tonami, żeby w ogóle myśleć o pisaniu. Pomoże też muzyka, film, anime, gry. Ja bardzo lubię grafikę i malarstwo fantastyczne – są szczególnie głębokim, niewyczerpanym zbiorem koncepcji. Beksiński, Siudmak, Moebius, Paul Lehr, Bruce Pennington, Frazetta – od tego warto zacząć, ale trzeba sięgać dalej. Nawet poza fantastykę. Jak wspominałem, świat „Cieniorytu” urodził się właśnie z obrazu, a konkretnie była to „Tajemnica i melancholia ulicy” surrealisty Georgio de Chirico. W kolejce mam też setting zainspirowany „Wyspą umarłych” Bocklina. Zachęcam Was do podróży przez różne inspirację, do długiego szukania tonu, który zacznie w Was szczególnie rezonować; do wyobrażania sobie scen czy światów, które z tego tonu korzystają, nawet jeśli nie myślicie poważnie o pisaniu. W końcu fantastyczne światotwórstwo jest przedłużeniem cechy, którą każdy z nas w mniejszym lub większym stopniu posiada – marzycielstwa. Nawet jeśli nie postawimy na papierze jednej litery, samo myślenie o dziwnych, potencjalnych krainach czy sytuacjach jest esencją fantastyki. Załóżmy, że macie już ton. Czujecie go w brzuchu. Chcecie iść dalej. Mam dla Was dobrą wiadomość: już właściwie skończyliście pracę! Teraz wystarczy wokół tonu uzupełnić całą resztę… Koniec kursu. Dziękuję za uwagę. To oczywiście żart, ale dojście do tego punktu to naprawdę duża część roboty. Gdy mamy już „myśl założycielską”, czasami resztę dobudowuje się tak lekko, jak puzzle. A czasami nie. Po drodze czeka wiele pułapek i ślepych zaułków. Dlatego mam nadzieję, że zostaniecie ze mną i sięgniecie po kolejny odcinek cyklu, który poświęcę fizyce, magii oraz alternatywnym drogom rozwoju nauki. Do zobaczenia za miesiąc!
...
2017-11-29 13:55:30

1

Komentarze: 0
Napiszcie czy chcecie więcej takich tekstów z Nowej fantastyki
Koszmar Ockhama
Kuźnia światów odc. 1
Porównajmy Starków i Jagiellonów. Jagiellonowie niemal 150 lat rządzili Polską i trzęśli europejską polityką. Starkowie to ród wymyślony przez amerykańskiego pisarza z Santa Fe w Nowym Meksyku. A teraz – mały eksperyment myślowy. Wychodzimy na ulicę większego polskiego miasta i pytamy przechodniów najpierw o godło Starków, a potem o herb Jagiellonów. Z mojej krótkiej sondy wynika, że liczba poprawnych odpowiedzi przechyli się na jedną szalę. I nie będą to Jagiellonowie. Przechył jest tym większy, im młodszych ludzi pytamy. Dlaczego właśnie od tego zaczynam swój cykl? Bo powyższy eksperyment najlepiej ilustruje, jak głęboko i żarłocznie wgryzają nam się w głowy fikcyjne światy oraz ich historie. A przecież Martinowskie Westeros to tylko jeden z wielu przykładów, których mógłbym użyć. Większość fanów fantastyki z zamkniętymi oczyma nakreśli ogólną mapę Śródziemia. Trekkies uczą się klingońskiego. Gracze wieszają sobie nad monitorem mapy Tamriel albo Azeroth. U fanów papierowego RPG często widać na półkach dziesiątki almanachów i przewodników po wymyślonych uniwersach. Nie wspominam już nawet o różnych modyfikacjach naszego świata, które funkcjonują jako osobne dzieła, z odrębną mitologią, historią i panteonem bohaterów – jak światy Marvela czy DC. Gdyby Ockham zobaczył tę niesamowitą mnogość bytów, pewnie wpadłby w rozpacz i podciął sobie gardło własną brzytwą. Dlaczego do tego doszło? Gdzieś w ostatnim półwieczu fikcyjne światy wyrwały się na niepodległość. Uciekły z ram utworów, które powołały je do życia – z powieści przeskakiwały swobodnie do filmów i gier komputerowych; z komiksów do klocków Lego. Uniezależniły się nawet od swoich pierwotnych twórców. Czytelnicy kupują kolejne książki sygnowane „Metro 2033” albo „Stalker” niezależnie od tego, którzy autorzy je piszą. To „setting” jest królem – konkretny autor i wymyślona przez niego fabuła jedynie mu służą. Czasem tych przychodzących kolejno po sobie autorów jest tak wielu, że budują wielopiętrowe, skomplikowane struktury, jak Expanded Universe z „Gwiezdnych wojen”, które stało się tak wielkie, tak złożone, tak dokładnie rozpisane w dziesiątkach książek, gier i komiksów, że Disney musiał wywalić wszystko do kosza i zacząć od nowa. Biorąc pod uwagę, jak ważne dla popkultury są żywe, tętniące, fikcyjne światy, dziwi mnie, że sztuka ich tworzenia jest tylko małym wycinkiem poradników z cyklu „Jak pisać” albo kursów projektowania gier. O ile w ogóle tam trafia. Dlatego postanowiłem stworzyć dla „Nowej Fantastyki” cykl, którego pierwszą część właśnie czytacie.
...
2017-11-28 21:47:00

Co tu będzie

Komentarze: 0
Witajcie.
Może to się komuś przyda, a tym bardziej, że niektórzy coś pisą. A mianowicie do tej kategorji wrzucę
fragmenty pisma "Nowa Fantastyka". Ukazywały się tam porady dla piszących jak mówi kategoria.
Pozdrawiam
M
...
2017-11-28 18:11:21

Skarbona i nie tylko

Komentarze: 0
Witajcie, dzień dobry, dobry wieczur i co tam jeszcze powinno być na początku.
Nazwa wpisu nic wam nie mówi, ale od początku.

Ewangelja Łk 21 1 4
1 Podniósłszy oczy, zobaczył, jak bogaci wrzucali swe ofiary do skarbony. 2 Zobaczył też, jak pewna uboga wdowa wrzuciła tam dwa pieniążki, 3 i rzekł: «Prawdziwie, powiadam wam: Ta uboga wdowa wrzuciła więcej niż wszyscy inni. 4 Wszyscy bowiem wrzucali na ofiarę Bogu z tego, co im zbywało; ta zaś z niedostatku swego wrzuciła wszystko, co miała na utrzymanie».

Oglądając dzisiejszy odcinek Chlebaka na kanale Paśnik czułem się tak, jakby było o mnie. Do bra jeszcze
raz. O. Adam opowiadał, że czytając Pismo Święte można rozważać je w taki sposób, że zastanawiamy się
...
2017-11-27 10:14:55

nie wiem co napisać

Komentarze: 1
Witajcie ludziska.
Udało mi się mamę na mówić na Karpatkę. Właśnie bedzie się piekła dolna część. Chodzi za mną te ciacho
od jakiegoś czasu. I dla tego postanowiłem ją upiec.
Było parę śmiesznych sytuacji, np. biorę chleb, dokładniej mówiąc dwie kromki. A o chwili okazuje się,
że są posmarowane masłem i posmarowaną stroną do siebie. Mój kolega na to, trafiło ci się jak ślepej
kórze. A ja no jak ślepej kórze ziarno. xd.
Nie wiem czy jeszcze tu kto zaglonda, bo komentarzy brak. Jeśli ktoś czyta do opowiadanie niech się wypowie
co do części cztery. Myślę, że jest taka płaska. Coś w niej jest nie tak. Jakaś za prosta ta rozmowa.
Wypowiedzcie się proszę.
...
2017-11-25 18:45:11

Piosenka co mnie rozśmieszyła

Komentarze: 0
Wpis głosowy

...
2017-11-23 22:53:08

Bramy Czasu odc. 5

Komentarze: 1
** ** **

- Wróg na jedenastej. - Usłyszał w słuchawkach. Rzeczywiście. Na podanej pozycji znajdował się lotniskowiec i eskadra dziesięciu myśliwców. Podleciał i otworzył ogień.
- Ma za mocne osłony. - Usłyszał Orła 5. Z pod kolosa wyleciały nowe fregaty zwane Tygrysami. Były szybkie i zwrotne, a jednocześnie śmiertelnie groźne. Rozwijały prędkość większą niż myśliwce SPiB, ale ich wadą był mniejszy pancerz i słabsze osłony oraz mniejsze zbiorniki paliwa. Bronią tych myśliwców były rakiety i jonowe działa na dziobie. Kto dostał, to elektronika i osłony siadały, a rakiety robiły resztę.
- Zbliżają się. - Krzyknął Orzeł 10.
- Spokój, zajmiemy się nimi. - Spróbował zachować spokój. - Uwaga na ich działa jonowe! - Do rzucił Jerre. Miał już krzyknąć, żeby zrobili formację M, ale było za mało czasu, a startując nie za bardzo wyszło i chciał to naprawić. Pierwsze statki znalazły się w zasięgu jego dział. Wcisnął jeden z kilkuset guzików na sterze, a działa na skrzydłach plunęły śmiercionośnymi promieniami. Pierwszy statek dostał, ale prawie od razu po salwie musiał zrobić unik przed rakietą jonową. Wirażem zwiódł przeciwnika i znalazłszy się na jego ogonie, ponownie wystrzelił. Nie miał czasu sprawdzać czy trafił. Kolejna fregata siedziała mu na ogonie. Radar ostrzegał go, że leci wroga rakieta. Pamiętał, że tego typu rakiety działają na podczerwień. W ostatniej chwili zadarł maszynę i na ekranie zobaczył jak fregata wroga, która leciała przed nim, dostaje rakietą. Od razu to wykorzystał. Spikował na statek jak sęp i wystrzelił salwę celując w silniki. Momentalnie się zadymiło i spiralnie maszyna zaczęła opadać. Rozejrzał się wokół. Wszystkie statki z jego eskadry toczyły walkę. Tylko jego samego nikt nie atakował. Dziwne, pomyślał. Niespodziewanie wielki pancernik, który dotychczas stał spokojnie, otworzył do niego ogień. Celował z każdego turbodziała właśnie do niego. No to teraz mam przesrane, pomyślał lawirując pomiędzy kolejnymi strzałami.
...
2017-11-22 22:56:10

Bramy Czasu odc. 4

Komentarze: 0
** ** **

Za kilka godzin miało się tutaj rozpętać piekło, a on musiał znaleźć kamuflaż dla dwójki przybyszy z przyszłości. Tylko czytał o tym okresie i nawet nie przypuszczał, że będzie mu dane przeżyć kilka dni w okupowanej Warszawie. W ogóle nie czuł się tu bezpiecznie, ale priorytetem było znalezienie ubrań ludności cywilnej. Pod każdym rogiem spodziewał się ataku. Miał mapę w zegarku, ale nie tylko on ją mógł widzieć. Nie miał wiele czasu na kombinowanie. Powoli wyjrzał zza drzwi do piwnicy, w której się ukryli i zastygł nasłuchując. Gdzieś kapała woda, ale poza tym było cicho. Za drzwiami były schody, które prowadziły bez pośrednio na ulicę. Pamiętał, że tam już nie ma drzwi. Jeszcze raz zerknął na mapę. Najbliższy patrol był za rogiem. Postanowił, że jednak wyjdzie na ulicę i spróbuje się za czymś schować. Jeszcze raz spojrzał na mapę. Zorientował się, że ze zdenerwowania zaczynają mu się pocić dłonie. Najbliżej była sterta skrzyń. Za nimi mapa pokazywała dziwną ikonę. Wyglądała jak koło, ale z krzyżem w środku. Nie ważne co to - mruknął wchodząc po schodach. Wyłączył mapę i błyskawicznie wyskoczył z wnęki. Światło słoneczne oślepiło go, ale pamiętał, że musi lekko skręcić w lewo, aby dobiec do tych skrzyń. Wzrok odzyskał po chwili i dzięki temu nie wpadł na naprawdę ogromny mur ustawiony ze skrzynek, skrzyneczek czy jakichś kontenerów. Powoli obszedł to i schował się za tym. Mur został ustawiony tak, że środkowa część była wysunięta do przodu, dzięki czemu tutaj robiła się niewielka przestrzeń na dwie osoby. Mur nie dotykał ścian budynku, ale wejście za niego było na jakieś 10 - 20 cm. Tym dziwnym znaczkiem okazał się właz kanalizacyjny. Niepewnie na niego popatrzył. Tam w piwnicy stracili ponad godzinę. Jaki był teraz czas? Bojąc się wyniku, uniósł zegarek i zaraz go opuścił. Pozostały im, a właściwie jemu tylko trzy i pół godziny. Westchnął. Czas działał na jego nie korzyść. Włączył tryb mapy, ale już znacznie pomniejszony. Bardzo nie dobrze - jęknął. Widział wyraźnie, że patrol niemiecki idzie tą właśnie ulicą i w dodatku jeden miał na mundurze trupią czaszkę. S.S - uświadomił sobie. Jak mnie tu znajdą... - Wolał nie kończyć tej myśli. Przyklęknął przy włazie i spróbował go podnieść. Jęknął pod ciężarem, ale powolutku uniósł i ostrożnie położył obok, ale i tak właz brzęknął o bruk. Niemcy na pewno zainteresowali się tym dźwiękiem. Rzucił okiem na mapę. Faktycznie, niemcy przyspieszyli i w dodatku kierowali się w jego stronę. Niepewnie zajrzał do dopiero co otwartego otworu. Zaleciało stęchlizną i wilgocią. Niepewnie usiadł na skraju. Spuścił nogi w dół. Opuścił się na samych rękach i zamachał nogami. Znalazł klamry. Jak najszybciej opuścił się w głąb. Zrobił straszny hałas przesuwając właz na standardowe miejsce. Już nie starał się zachowywać cicho, bo i tak niemcy już tu szli. Na dole śmierdziało gorzej niż się spodziewał. Tunel tylko był po lewej stronie. Wbiegł tam. Tunel, był szeroki na zaledwie 50 centymetrów czy może trochę więcej. Słyszał jak woda chlupie pod jego butami, ale nawet już się tym nie przejmował. Zaczął biec. Mapa na zegarku oświetlała tunel, ale tylko widział na parę metrów przed sobą. Dotarł do rozwidlenia. Jego mniejszy tunel łączył się z większym, środkiem, którego płynęła mętna woda. Nawet nie było pomostów, aby przejść na drugą stronę. Pozostało w lewo albo w prawo - zastanowił się. Wybrał lewo, ale nawet nie był pewien czy dobrze zrobił. Biegł ile sił w nogach. Niespodziewanie zobaczył linę przerzuconą nad ściekami na drugą stronę. To jest moja szansa - szepnął. Skoczył/ Złapał. Podciągnął się. Po woli posuwał się na drugą stronę. Opary ze ścieków doprowadzały do dziwnych harców jego brzuch. Zeskoczył. Włączył w zegarku laser i z boku wysunął się niebieski promień. Joannes podskoczył i przeciął linę. Dopiero po tym pomyślał, że może mieć problem z powrotem. Wyłączył laser i zastygł. Kapała woda, pluskały płynące ścieki. Nic się nie działo. W dali przed sobą zobaczył parę jarzących się punkcików. Punkciki przybliżały się. Zdał sobie sprawę z tego, że to tylko mysz. Zwierzątko zamarło, stanęło słupka i popatrzyło na człowieka. Joannes widział mysz, bo w suficie trafiały się otwory, przez które spływała woda z ulicy. Gdy tylko Joannes postąpił krok do przodu, myszka odskoczyła i uciekła gdzieś w głąb. Czyli niemcy mnie nie ścigają - zastanowił się. Powoli ruszył w dalej.
...
2017-11-22 18:31:33

Bajka

Komentarze: 2
Zupełnie nie wiem kto to napisał, ale może się nie obrazi, że to wrzucę.

Bajka o Miłości i Szaleństwie
Powiadają, ze pewnego razu spotkały się na Ziemi wszystkie uczucia i cechy ludzkich istot. Gdy Znudzenie ostentacyjnie ziewnęło po raz trzeci, Szaleństwo, jak zwykle obłędnie dzikie, zaproponowało:
- Pobawmy się w chowanego!
Intryga, niezmiernie zaintrygowana, uniosła tylko lekko brwi, a Ciekawość, nie mogąc się powstrzymać, spytała z typowym dla siebie zainteresowaniem:
- W chowanego? A co to takiego?
- To zabawa - wyjaśniło żywo Szaleństwo - polegająca na tym, iż ja zakryje sobie oczy i powolutku zacznę liczyć do miliona. W międzyczasie wy wszyscy dobrze się schowacie, a gdy skończę liczyć, moim zadaniem będzie was odnaleźć. Pierwsze z was, na którego kryjówkę trafie, zajmie moje miejsce w następnej kolejce. Podekscytowany Entuzjazm zaczął tańczyć w towarzystwie Euforii, Radość podskakiwała tak wesolutko, iż udało się jej przekonać do gry Wątpliwość, a nawet Apatie, której nigdy niczym nie dało się zainteresować. Jednakże nie wszyscy chcieli się przyłączyć. Prawda wołała się nie chować, w końcu i tak zawsze ja odkrywano. Duma stwierdziła, ze zabawa jest głupia, ale tak naprawdę w głębi duszy gryzło ja, iż pomysł wyszedł od kogo innego. Tchórzostwo z kolei nie chciało ryzykować.
...
2017-11-19 21:52:58

Dlaczego kobiety płaczą

Komentarze: 0
Przeglądając dysk natrafiłęm na ten tekst i uważam, że jest piękny. Przekonajcie się sami.

Dlaczego kobiety płaczą

- Dlaczego płaczesz? - młody chłopiec zapytał swą mamę.
- Ponieważ jestem kobietą, odpowiedziała mu.

- Nie rozumiem, odpowiedział.

Ona go przytuliła i rzekła: ...i nigdy się nie dowiesz, ale nie martw się to normalne.

Później chłopiec spytał swojego Ojca, dlaczego Mama płacze bez powodu?

Wszystkie kobiety płaczą bez powodu. ...było to wszystko co mógł mu odpowiedzieć.

Mały chłopiec urósł i stał się mężczyzną i wciąż nie wiedząc dlaczego kobiety płaczą. Nareszcie uklęknął złożył ręce i zapytał: Boże... Dlaczego kobiety płaczą (tak łatwo)?
...
2017-11-19 21:39:55

Komentarz do Call of Duty WW II

Komentarze: 0
Kula na skrzydłach śmierci, brzęczy jak natrętna mucha,
Wydaje się, że to smok zieje, ale nie to karabin ogniem bucha,
Rozpędzona, leci łukiem nawet nie wie, że pasażer na gapę na niej siedzi,
Nie czuje jego ciężaru, a pasażer macha kosą w zapamiętaniu,
Nie martwi się w ogóle, kogo po drodze stratuje i rozsiecze,
Kula lepsza, na co miecze,
Przecież więcej zrobi niżli metal jakiś stary,
Nie obchodzi czy kto chudy czy ma bary,
Kosą wypruje, a kula dalej poleci,
Ciało czyjeś przewierci,
Co na początku jak kamień z procy,
I tak dosięgnie czy w dzień czy w nocy,
W kometę z ogonem krwawym zmieni się potem,
Choćby tysiąc stało, ona wszystkich położy pokotem,
...
2017-11-16 21:51:48

"Tylko jedna rzecz trzyma człowieka na nogach w czasie tej długiej drogi, bracia broni, którzy walczą z nim ramię w ramię czyli zagrajmy w Call of Duty: WW II

Komentarze: 1
Witajcie. Może wydać się wam to dziwne, że piszę tutaj o grze dla widzących. Jednak, od czasu, gdy na youtube obejrzałem pierwszego wiedźmina, zacząłem oglądać więcej gier dla widzących. Ale tylko
z dubbingiem, ponieważ nie znam na tyle angielskiego, a napisy ktoś musi mi czytać.
Wracając do tematu wpisu, jak w tytule zamierzam omówić grę Call Of Duty: WW II. A dokładniej mówiąc omówić
fabułę tej gry, bo rozgrywki i grafiki nie mam jak skomentować.
Gra przenosi do czasów II Wojny Światowej, a konkretniej od 1944 do 1945. Bardziej skupię się na wydażeniach
niż na kwestjach historycznych. Kampanię dla jednego gracza zaczynamy od lądowania w Normandii. I wchodzimy w akcję. Głównym bohaterem jest Red" Daniels. Służy w niewielkim oddziale, wchodzącym w skład słynnej 1 Dywizji Piechoty (ang. Big Red One, czyli Wielka Czerwona Jedynka).
...
2017-11-16 18:19:04

Wszystko ma swój urok

Komentarze: 0
Wszystko ma swój urok

Robię krok do przodu mówiąc "szach"
Jak w tysięcy słownych grach
Kto rozgrywa partię słów
Ile padnie w niej głów
Dziś zrób swój krok
Uważaj by nie ogarną cię mrok
Wszystko ma swój urok
Nawet twój mrok
Czyje piony dojdą celu
Choć już padło wielu
Zimny spokój przed tsunami może być siłą
A bezczynność jest mogiłą
Dziś zrób swój krok
Uważaj by nie ogarną cię mrok
Wszystko ma swój urok
Nawet twój mrok
Zawsze jakiś wybór jest
Każdy niesie z sobą gest
Co jak rzeka, nie wiesz co przyniesie
Lepiej iść do przodu niż stać w lesie
Dziś zrób swój krok
Uważaj by nie ogarną cię mrok
Wszystko ma swój urok
...
2017-11-15 10:24:57

Bez nazwy 01

Komentarze: 0
** ** **
Ziemia goła i jałowa
żadna roślina na niej nierośnie ani taka ani owa
Goszkie rzeki cierpienia
tu dochodzi do zczęścia obalenia
Słońce nigdy tu nie zajrzało
w te ciemności bo zawsze się bało
Wrota ciemności zawarte
klucz wyrzucony a życie jest niewarte
Ciało zkalane
wola i duch złamane
Rana kuta w plecy
już nie mam więcej mocy
wodospady rzalu płyną, mam szkliste oczy,
Serce tęsknotą i rzałością broczy
Jeszcze trochę kołacze
lecz na nic już nie baczę
tylko w samotności płaczę ku tobie
Sam niewiem jaka gwiazda nademną świeci
lecz czasem w śród mi nie opcych twarzy
szukam twarzy dzieci
Choć odnalazłem Ciebie
samego siebie nie znalazłem
...
2017-11-15 10:20:53

1 z 3

Następna


Nawigacja


Copyright (©) 2014-2017, Dawid Pieper