Blog: Myśl odsiewnia - Elten Network

ELTEN NETWORK

Skocz do nawigacji

Zalogowany jako: gość

(Zaloguj się)

Myśl odsiewnia

Blog użytkownika: matius
Wróć do listy blogówKategorie

Porady dla piszących

1 z 1

3

Komentarze: 0
Rady dla piszących: Mechanizm rzeczywistości
Kuźnia światów – część 3
Życie oraz inteligencja są we wszechświecie rzadkie. Im więcej kosmosu badamy, tym bardziej zadziwia nas brak śladu innych cywilizacji – żywych lub wymarłych. Ale mogło być gorzej. Mało brakowało, a nie istnielibyśmy nawet my! Skomplikowane, białkowe organizmy (oraz ich pisma o fantastyce) mogą powstawać tylko w wąskim zakresie ustawień kilkudziesięciu potencjometrów, które znieruchomiały w momencie Wielkiego Wybuchu. Te potencjometry to fizyczne stałe. Trochę inna siła grawitacji – i albo gwiazdy nigdy by nie powstały, albo cała materia zapadłaby się już dawno do wielkiej czarnej dziury. Słabsze wiązania subatomowe – i nie wytworzyłyby się pierwiastki cięższe od wodoru. Silniejsze – i cały wodór, paliwo gwiazd, dawno zmieniłby się w hel. Jeśli interesowaliście się problemem zasady antropicznej, wymienicie wiele podobnych przykładów. Nie zmierzam jednak rozpływać się nad niezwykłością układu, dzięki któremu istniejemy. Równie dobrze mógłbym dziwić się, że oczy kota szczęśliwie wypadają tam, gdzie kot ma dziury w futrze. Gdyby fizyka świata była inna, nie istnieliby obserwatorzy, mogący ów fakt zarejestrować. Poza tym nowsze teorie wskazują, że wszechświaty o stałych zbliżonych do naszego mogą być szczególnie powszechne ( „Życie Wszechświata”, Lee Smolin). O temacie wspominam, bo chcę pokazać, jak trudny problem stanowi „alternatywna fizyka” dla twórców fantastycznych światów. Szczególnie, jeśli podchodzą do swojej pracy uczciwie. Autorowi lub autorce może na przykład marzyć się „setting”, gdzie chemia działa inaczej, co pozwoli uzyskać inne substancje oraz materiały i wywróci do góry nogami kulturę materialną człowieka. Ale łatwo zapomnieć, że przy takim założeniu zakłócamy też skomplikowane łańcuchy tysięcy reakcji chemicznych, które zachodzą w ludzkim organizmie. Grzebanie przy fundamentach chemii „rozkłada” fizjologię życia, którą trzeba ułożyć na nowo. Tak jest z wieloma innymi elementami. Dlatego jeśli postanowicie majstrować przy prawach fikcyjnego świata, czekają was tygodnie spędzone z nosem w książkach oraz długie dyskusje ze specjalistami z różnych dziedzin. Mimo wszystko – warto. Każdy czytelnik fantastyki wie, jaka to przyjemność, kiedy autor rzuci nas na głęboką wodę, do uniwersum, gdzie wszystko wydaje się obce, a my z rozsianych po tekście wskazówek odcyfrujemy zbiór zasad, rządzących tym światem. To przyjemność cenna i rzadka, bo endemiczna dla fantastyki. Dobrego bohatera, ciekawą intrygę czy mocny dialog można znaleźć równie dobrze w kryminale, klasyce literatury pięknej, a nawet prozie „kobiecej” (krzywdzące określenie). Natomiast główkowanie na temat fikcyjnych światów jest wyłączną domeną fantastów. W tego typu grę wciąga nas na przykład Jacek Dukaj w „Innych Pieśniach”, gdzie teorie starożytnych Greków na temat ustroju świata okazują się prawdziwe. Efekt – szok obcości, który stopniowo przechodzi w podziw i zrozumienie. Zbliżonym tropem (tworzymy alternatywną fizykę na podstawie antycznych teorii) idzie też powieść „Celestial Matters” Richarda Garfinkle z 1996 roku. Jej główny bohater rusza z wyprawą, która wykutym z kawałka Księżyca okrętem ma przelecieć przez niebiańskie sfery i zdobyć kawałek Słońca. Elementy alternatywnych fizyk zręcznie wykorzystywali chociażby Stephen Baxter (antylód), China Miéville (energia kryzysu), Ian MacLeod (sterowany myślami aether), Christopher Priest (optimum), Terry Pratchett (oktaryna – o magii i fizyce dalej), Joe Haldeman (pole stasowe) – oraz długa lista innych twórców. Czasem alternatywna fizyka przekrada się niezauważona przez autora i czytelników. Bo powiedzcie: czy Arrakis mogłaby leżeć w naszym świecie? Moim zdaniem – nie. Główny powód to melanż, substancja wywołująca wizje przyszłości. Odsyłam tu do „Fizyki rzeczy niemożliwych” Michio Kaku, która znane z SF patenty dzieli na trzy kategorie: od „osiągalne przy odpowiedniej technologii” po „lepiej zapomnij”. Prekognicja to właśnie niemożliwość kategorii trzeciej (uzasadnienie w książce). Wielu przykładów ukrytej alternatywnej fizyki dostarcza literatura fantasy. Weźmy Aler z szererskiego cyklu Feliksa W. Kresa. To tajemnicza, obca rzeczywistość, granicząca z „naszą”. Jak dokładnie działa? Nie wiadomo. Bohaterowie nie mają czasu, wiedzy, ani narzędzi, by to badać. Całe szczęście, że bawiąc się fizyką można chociaż chować się za niedopowiedzeniem! W nowej powieści „Mechaniczny” Iana Tregillisa, starania XVII–wiecznych uczonych dały światu humanoidalne automaty i podzieliły go między wsparte na ich niewolnictwie imperium Holandii a katolicką Francję, walczącą o ich wolność. Stworzenie analogowego robota o ludzkiej inteligencji jest oczywiście niewykonalne, dlatego duszę maszynom Tregillisa daje alchemia. Ile mają z golemów, a ile z zegarków? Jak alchemia wpływa na chemię? Nie dowiemy się. I nie odbiera to niczego książce, której głównym tematem nie jest fizyka, a kwestie wolnej woli oraz filozofia Kanta, Spinozy i Kartezjusza. W pewnym sensie podobnie postąpiłem w „Cieniorycie” – Seriva stoi na poziomie naszego osiemnastego wieku, dlatego cieńprzestrzeń i związana z nią fizyka pozostają niezbadane. Z kolei w mojej nowej powieści „Czterdzieści i cztery”, która ukaże się niedługo po publikacji tego tekstu, fikcyjna energia próżni manifestuje się w tak specyficznych warunkach, że nie wpłynęła na świat – do czasu, gdy ludzie odkryli ją w epoce romantyzmu. Oczywiście posunięte odpowiednio daleko niedopowiedzenie to prosta droga do wprowadzenia magii, która (modyfikując tezę Arthura C. Clarke’a) często jest nauką niezrozumiałą dla bohaterów. Mało widziałem powieści, gdzie tajemna moc pozostaje naprawdę tajemna i nieprzewidywalna. Częściej stanowi sformalizowaną dziedzinę, ze swoimi księgami i recepturami, nauczycielami i uczniami, strukturami uniwersyteckimi oraz „czarami”, które powtórzone w ten sam sposób, w tych samych warunkach, dają taki sam efekt. Czy to ostatnie nie jest czystą definicją naukowego eksperymentu? Od magii tylko krok do panteonów i bóstw. Ale ponieważ te dwa tematy są duże (i ważne dla światotwórców) poruszę je w następnym odcinku. Teraz chcę bowiem jeszcze raz podkreślić, że nawet zasłaniając się niedopowiedzeniami lub magią trzeba dobrze znać współzależności między zjawiskami świata naturalnego. Dlatego jeśli planujecie bawić się w tworzenie alternatywnych fizyk, najlepiej zacząć od zrozumienia wpływu „potencjometrów” definiujących świat: stała grawitacyjna, prędkość światła, stała Plancka, granica Chandrasekhara, stała Hubble’a – i wiele innych. Do tego trzeba poczytać o fizycznych fundamentach życia, meandrach ewolucji, historii ludzkiej nauki… Trudne? Wcale! Jeśli mogłem to zrozumieć ja – samozadeklarowany humanista ze średnim wykształceniem – Wam też się uda. Do następnego odcinka cyklu został miesiąc. Można go dobrze wykorzystać.
...
2017-12-05 20:32:26

2

Komentarze: 0
Rady dla piszących: Dźwięk istnienia
Kuźnia światów odc. 2
Krzysztof Piskorski
Jahwe na początku oddzielił światło od ciemności. Gaja i Eros wyszli z pierwotnego chaosu. Z wodnej otchłani Nu wyłoniła się ziemia, z której powstał Ra (słońce). Żar z Muspelheimu spotkał zimno z Niflheimu w otchłani Ginnungagap, topiąc lód, który skuwał wszechświat. Hun Dun, władca chaosu, zaprosił dwóch pozostałych władców, Hu i Shu, do państwa środka – a ci zabili go, rozpoczynając epokę ładu. Wisznu spał, płynąc przez próżnię; z jego pępka wyrósł kwiat lotosu, z którego wyłonił się Brahma, dając początek kolejnemu cyklowi istnienia. Tak według ziemskich religii powstał nasz świat. Większości historii ma wspólny mianownik – chaos, ciemność, wielką otchłań, z której wyłania się istnienie. Taką samą próżnią jest pusta kartka, początek każdego literackiego świata. Jest jedna istotna różnica. W przypadku światów literackich nie zawsze tworzenie zaczyna się od początku. Osobiście, nigdy mi się to nie udało. Świat „Cieniorytu” miał swój początek w obrazie ulicy Serivy w palący, letni dzień. Świat „Zadry” narodził się z fałszywej XIX-wiecznej teorii naukowej. Zaginiona dzielnica z „Krawędzi czasu” urosła wokół pomysłu na głównego bohatera, poranionego, pobliźnionego, uwięzionego w czasowych pętlach. Świat „Opowieści piasków” rozrósł się wokół miasta – orientalnej cytadeli pośród pustyni i ruin dawniejszych cywilizacji. W żadnym wypadku nie zaczynałem od bogów, praistot, ani wielkich wybuchów. Nawet największy światotwórca, Tolkien, nie rozpoczął od kosmogonii. Porządkujący jego kreację „Silmarillion” ukazał się przecież wiele lat po „Władcy pierścieni” i „Hobbicie”. Wystarczy spojrzeć na opatrzone komentarzami wydanie „Hobbita”, by zobaczyć, jak płynnie powstawało Śródziemie; jak koncepcje oraz nazwy ewoluowały w trakcie pisania. Gdzie więc najlepiej zacząć, kiedy chcemy stworzyć swój fantastyczny świat? Co może być najlepszym pierwszym krokiem? Zacząć rysować mapkę? Rozpisać sobie panteon? Stworzyć ciekawą postać? Moim zdaniem, najpierw powinniśmy odnaleźć ton. Zaraz – zapytacie. Mieliśmy tworzyć światy czy muzykę? Weźmy jednak dowolne książkowe uniwersum i obedrzyjmy je z nazw własnych, konkretnych miejsc, praw fizycznych, postaci. Rozbierzmy świat do naga. Co zostanie na końcu? Właśnie ton. Czyli ogólny nastrój, myśl założycielska. Wróćmy do Śródziemia, które jest przykładem mało oryginalnym, ale i najlepiej znanym. Co w nim jest fundamentalnym tonem? Śródziemie to świat wybrzmiałego echa legend. Przeminęły w nim mity, upadły (lub upadają) wielkie cywilizacje, a w powstałe szczeliny wcisnęli się ludzie – i nawet oni skarleli w porównaniu do przodków. Wszystko stoi na grubych warstwach historii. Nawet „wielki zły” jest tylko cieniem; sługą potężniejszej, pradawnej istoty. Czym byłby „Władca pierścieni” bez tego nastroju? To z niego urodziły się Moria, Lothlorien czy podupadła chwała Gondoru. Z kolei w „Diunie” bazowy ton to egzotyka odległej, planetarnej kolonii, zamieszkanej przez niezrozumiałych tubylców i niebezpieczną faunę, przyprószona sztafażem dynastii, rodów, urzędów, mundurów, szarf i zakonów. Świat Dysku to świat absurdów. Stąd wypływa zarówno pomysł umieszczenia go na grzbietach czterech słoni, które z kolei stoją na grzbiecie żółwia, jak i codzienne paradoksy, z jakimi mierzą się mieszkańcy Ankh-Morpork. George R.R. Martin sam przyznawał w wywiadach, że jedną z pierwszych myśli związanych z Westeros była inspirowana „Królami przeklętymi” oraz Wojną Dwóch Róż ponura atmosfera walki o władzę, w której prawda, racja i osobiste talenty są tylko przepustką do szybszej śmieci, a pozytywni bohaterowie pierwsi odpadają z wyścigu. Jak widać, łatwo wyłowić ton już istniejących światów. Ale jak go znaleźć samemu? Najczęściej wypływa z rodzaju opowieści, którą chcemy napisać w danym przypadku. Trudno przecież prowadzić depresyjną fabułę dark fantasy w krainie jednorożców i strzelistych zamków. Trudno poprowadzić kryminał noir na wypalonym, nuklearnym pustkowiu, gdzie bohater spotyka tylko zmutowane jaszczurki. Jasne, warto pamiętać, że oczywiste połączenia są zbyt nudne, a kontrapunkty potrafią działać zaskakująco skutecznie (na przykład: futurystyczna utopia, gdzie naprawdę rozwiązano wszystkie problemy człowieka, a główny bohater mimo wszystko będzie przeżywał dramat za dramatem). A jeśli nie mamy nawet zrębu fabuły? Gdzie wtedy szukać? Krótka odpowiedź: wszędzie. Pomogą książki, które i tak powinno się czytać tonami, żeby w ogóle myśleć o pisaniu. Pomoże też muzyka, film, anime, gry. Ja bardzo lubię grafikę i malarstwo fantastyczne – są szczególnie głębokim, niewyczerpanym zbiorem koncepcji. Beksiński, Siudmak, Moebius, Paul Lehr, Bruce Pennington, Frazetta – od tego warto zacząć, ale trzeba sięgać dalej. Nawet poza fantastykę. Jak wspominałem, świat „Cieniorytu” urodził się właśnie z obrazu, a konkretnie była to „Tajemnica i melancholia ulicy” surrealisty Georgio de Chirico. W kolejce mam też setting zainspirowany „Wyspą umarłych” Bocklina. Zachęcam Was do podróży przez różne inspirację, do długiego szukania tonu, który zacznie w Was szczególnie rezonować; do wyobrażania sobie scen czy światów, które z tego tonu korzystają, nawet jeśli nie myślicie poważnie o pisaniu. W końcu fantastyczne światotwórstwo jest przedłużeniem cechy, którą każdy z nas w mniejszym lub większym stopniu posiada – marzycielstwa. Nawet jeśli nie postawimy na papierze jednej litery, samo myślenie o dziwnych, potencjalnych krainach czy sytuacjach jest esencją fantastyki. Załóżmy, że macie już ton. Czujecie go w brzuchu. Chcecie iść dalej. Mam dla Was dobrą wiadomość: już właściwie skończyliście pracę! Teraz wystarczy wokół tonu uzupełnić całą resztę… Koniec kursu. Dziękuję za uwagę. To oczywiście żart, ale dojście do tego punktu to naprawdę duża część roboty. Gdy mamy już „myśl założycielską”, czasami resztę dobudowuje się tak lekko, jak puzzle. A czasami nie. Po drodze czeka wiele pułapek i ślepych zaułków. Dlatego mam nadzieję, że zostaniecie ze mną i sięgniecie po kolejny odcinek cyklu, który poświęcę fizyce, magii oraz alternatywnym drogom rozwoju nauki. Do zobaczenia za miesiąc!
...
2017-11-29 13:55:30

1

Komentarze: 0
Napiszcie czy chcecie więcej takich tekstów z Nowej fantastyki
Koszmar Ockhama
Kuźnia światów odc. 1
Porównajmy Starków i Jagiellonów. Jagiellonowie niemal 150 lat rządzili Polską i trzęśli europejską polityką. Starkowie to ród wymyślony przez amerykańskiego pisarza z Santa Fe w Nowym Meksyku. A teraz – mały eksperyment myślowy. Wychodzimy na ulicę większego polskiego miasta i pytamy przechodniów najpierw o godło Starków, a potem o herb Jagiellonów. Z mojej krótkiej sondy wynika, że liczba poprawnych odpowiedzi przechyli się na jedną szalę. I nie będą to Jagiellonowie. Przechył jest tym większy, im młodszych ludzi pytamy. Dlaczego właśnie od tego zaczynam swój cykl? Bo powyższy eksperyment najlepiej ilustruje, jak głęboko i żarłocznie wgryzają nam się w głowy fikcyjne światy oraz ich historie. A przecież Martinowskie Westeros to tylko jeden z wielu przykładów, których mógłbym użyć. Większość fanów fantastyki z zamkniętymi oczyma nakreśli ogólną mapę Śródziemia. Trekkies uczą się klingońskiego. Gracze wieszają sobie nad monitorem mapy Tamriel albo Azeroth. U fanów papierowego RPG często widać na półkach dziesiątki almanachów i przewodników po wymyślonych uniwersach. Nie wspominam już nawet o różnych modyfikacjach naszego świata, które funkcjonują jako osobne dzieła, z odrębną mitologią, historią i panteonem bohaterów – jak światy Marvela czy DC. Gdyby Ockham zobaczył tę niesamowitą mnogość bytów, pewnie wpadłby w rozpacz i podciął sobie gardło własną brzytwą. Dlaczego do tego doszło? Gdzieś w ostatnim półwieczu fikcyjne światy wyrwały się na niepodległość. Uciekły z ram utworów, które powołały je do życia – z powieści przeskakiwały swobodnie do filmów i gier komputerowych; z komiksów do klocków Lego. Uniezależniły się nawet od swoich pierwotnych twórców. Czytelnicy kupują kolejne książki sygnowane „Metro 2033” albo „Stalker” niezależnie od tego, którzy autorzy je piszą. To „setting” jest królem – konkretny autor i wymyślona przez niego fabuła jedynie mu służą. Czasem tych przychodzących kolejno po sobie autorów jest tak wielu, że budują wielopiętrowe, skomplikowane struktury, jak Expanded Universe z „Gwiezdnych wojen”, które stało się tak wielkie, tak złożone, tak dokładnie rozpisane w dziesiątkach książek, gier i komiksów, że Disney musiał wywalić wszystko do kosza i zacząć od nowa. Biorąc pod uwagę, jak ważne dla popkultury są żywe, tętniące, fikcyjne światy, dziwi mnie, że sztuka ich tworzenia jest tylko małym wycinkiem poradników z cyklu „Jak pisać” albo kursów projektowania gier. O ile w ogóle tam trafia. Dlatego postanowiłem stworzyć dla „Nowej Fantastyki” cykl, którego pierwszą część właśnie czytacie.
...
2017-11-28 21:47:00

Co tu będzie

Komentarze: 0
Witajcie.
Może to się komuś przyda, a tym bardziej, że niektórzy coś pisą. A mianowicie do tej kategorji wrzucę
fragmenty pisma "Nowa Fantastyka". Ukazywały się tam porady dla piszących jak mówi kategoria.
Pozdrawiam
M
...
2017-11-28 18:11:21

1 z 1



Nawigacja


Copyright (©) 2014-2017, Dawid Pieper